Siedziałem w szpitalu. Samotny. Rozstałem się z dziewczyną. Mam wszystkiego dosyć!
Nie chciałem być dalej w tym cholernym szpitalu. Po 3 dniach pobytu w nim czułem się dobrze i poprosiłem o zwolnienie mnie do domu.
Wziąłem wszystkie moje rzeczy i udałem się do domu. Zastałem tak wspaniałe przyjęcie powitalne. Wszyscy byli w świetnych nastrojach. Kochałem ich za to.
-Mmmm jakie dobre ciasto. Dawno takiego nie jadłem. kto piekł?
-Darlene-odpowiedział mi blondyn
-Darlene?-zapytałem zdezorientowany-Masz kogoś nowego?-aż wyplułem ciasto
-Nie-zaśmiał się.-To Daria tylko po naszemu
-Jak po naszemu?
-No po angielsku matołku.
-Nie jestem matołkiem..
-Dobrze przepraszam Cię-Harry podszedł do mnie i przytulił bardzo mocno-Stary nawet nie wiesz jak bardzo się ciesze, że żyjesz.
-Ja też Hazz. Ja tez.
-Wiesz...mamy dla Ciebie małą niespodziankę.
-Jaką?-usiadł zaciekawiony
-Zaprosiliśmy kogoś jeszcze
-Kogo?
-Suzanne
-Tą dziewczynę ze szpitala?
-Tak właśnie tą.
Wstając z fotela aż podskoczył. Wiedziałam, ze się ucieszy. Uwielbiam sprawiać, że bliskie mi osoby sa szczęśliwe.
Niall podszedł do mnie i objął mnie w talii.
-Niedługo powinna być-powiedział cicho.
-Idź na górę i się przebież. Chyba nie chcesz zrobić na niej złego wrażenia?
Jak oparzony pobiegł na górę. Było słychać tylko trzask drzwiami i to jak wywala rzeczy z szafek w poszukiwaniu tego najlepszego zestawu. Chłopaki cały czas się z niego śmiali.
-Nie wierzę, że Diana mogła tak postąpić wobec tak wspaniałego chłopaka. I pomyśleć, że uważałam ją za przyjaciółkę.-w moich oczach pojawiły się łzy
-Nie martw się skarbie ona nie była warta ani Twojej przyjaźni ani miłości Zayn'a. Teraz jej nie ma. I nigdy nie będzie.
-Wiem Niall ale to tak cholernie boli jak zraniła Cię tak bliska Twojemu sercu osoba-po moich policzkach popłynęły łzy.
-Teraz Zayn będzie szczęśliwy. Z Suzanne.
-Tak myślisz?
-Jestem tego pewny
-Jak można się tak długo ubierać?
-Wiesz...To Zayn i to przed spotkaniem z dziewczyna jego marzeń-zaśmiała się Lou
-Mam nadzieję, że onanie robi tego dla pieniędzy ani sławy.
-Na pewno nie. Znam ją dość długo i jest dobrą dziewczyną
-Skąd ją znasz?-zapytała dociekliwie Louise
-Chodziłem z nią do szkoły.
Nagle nastała cisza, bo usłyszeliśmy jak Zayn schodzi po schodach.
-No to ten...Pomógłby mi ktoś zawiązać krawat? mam mały kłopot...
-Ja pomogę-Dar zerwała się z miejsca i podbiegła do mulata i po kilku sekundach krawat był pięknie zawiązany
-Nie wiedziałem, ze tak potrafisz-powiedziałem z podziwem
-A widzisz musisz się o mnie wiele nauczyć.
-E tam wolę uczyć się o Lou
-Serio? O mnie?-powiedział zaskoczony Louis
-Niee głuptasie o Louise.
I właśnie w tym momencie zadzwonił dzwonek do drzwi. Zerwałem się i poszedłem otworzyć.
-Jej Suzanne jak Ty pięknie wyglądasz.
Była ubrana w białą sukienkę obszytą koronką(tak to się mówi? Nie jestem ekspertem w sprawie ubrań) Do tego czarne baleriny. Na jej ramiona swobodnie opadały włosy układające się w delikatne loczki.
-dziękuję bardzo-odpowiedziała
-No Horan bo się zakochasz-zażartował Liam
-Zayn i Darlene by chyba tego nie chcieli.
-No wiesz... Jakby on i ona to ja i Zayn...
-Nie ma takiej opcji!-krzyknąłem i podbiegłem do ukochanej
-Wiedziałam-powiedziała i cmoknęła mnie w policzek
Obejmowałem ją w talii. Uwielbiam ją tak przytulać. Czuję się wtedy jakbym trzymał w rękach cały mój świat.
-No to co? Idziemy?-zapytał Zayn, po czy wziął Suz pod rękę
-Jasne.
-A wy?-skierował się do nas
-Zayn to jest wasze spotkanie nie całej bandy. Bawcie się dobrze.
Każdy z nas podszedł do nich i mocno ich uściskał. Już po chwili szli razem dość pustymi ulicami Londynu.
Cause everything you do is magic...
Translate
czwartek, 20 czerwca 2013
wtorek, 18 czerwca 2013
Rozdział 27
-Zayn...-powtórzyła cicho Diana-Ja przepraszam.
Rozpłakała się. Tak zwyczajnie. Jak małe dziecko.
-Wybacz nie umiem utrzymywać tego wszystkiego dalej w tajemnicy.-zaszlochała cicho.
Wszyscy, którzy przyjechali z nią do szpitala obserwowali wszystko przez szybę. Nie wiedzieli co się tam dzieje.
-No bo...Ja... Oh Zayn ja nie chciałam, żeby Tobie cokolwiek się stało! Wybacz mi proszę.
Dziewczyna ucichła. W sali było słychać tylko pikanie jednej z maszyn, do których był podpięty Malik.
-Ja...Wybacz mi, ale muszę Ci to powiedzieć. Bliźniaki to nie Twoje dzieci...Przepraszam, że tyle czasu Cię okłamywałam.
~Zayn~
Chciałem otworzyć oczy, ale czułem jakbym miał do nich przywiązane 100 kilogramowe ciężarki.
Jedyne, co mi się udało to słuchanie. Gdy się obudziłem usłyszałem zdanie, które zrujnowało moje życie.
-Ja...Wybacz mi, ale muszę Ci to powiedzieć. Bliźniaki to nie Twoje dzieci...Przepraszam, że tyle czasu Cię okłamywałam.
-Wyjdź stąd-powiedziałem oschle.
-Ale Zayn pozwól mi...
-Wyjdź!-warknąłem
Kręciło mi się w głowie i było mi niedobrze, ale najgorszy z dolegliwości fizycznych był ból głowy, bo nie mogłem się ruszyć.
Jednak bardziej bolało mnie to, że kobieta, którą kochałem okłamywała mnie przez tak długi czas. Chroniłem ją przed tym psychopatą Brian'em i starałem się jak mogłem, żeby była szczęśliwa a ona nagle wyskakuje mi z tekstem, że to nie są moje dzieci.
Wykrzywiłem się. Nie chciałem dzisiaj już z nikim rozmawiać. Ale jak na złość chłopaki wparowali do sali.
-Zayn! Ty żyjesz!
-Jak się martwiłem!
-Obudziłeś się!
Krzyczeli jeden przez drugiego, a ja nie słyszałem własnych myśli.
-Możecie się choć na chwilę zamknąć?!-krzyknąłem i zakręciło mi się w głowie.
-Przepraszamy Zayn-wybełkotał loczek i usiadł obok
-Chłopaki wybaczcie, ale chcę, żebyście wyszli.
-Czemu? Coś nie tak?-zapytał Liam
-Jeszcze pytasz? Właśnie się dowiedziałem, że przez cały czas byłem oszukiwany i wykorzystywany!
-Ale jak to?
-Normalnie! Bliźniaki to nie moje dzieci a Diana była ze mną tylko dla sławy i pieniędzy!-rozpłakałem się.
-Przecież to nie prawda...
-Właśnie prawda. Ona sama tu była i to powiedziała. Myślała, że jak będzie to mówiła, to dalej będę w śpiączce i nie będę niczego słyszał a ja się wtedy obudziłem i kazałem jej opuścić to miejsce i moje życie. Na zawsze.
~normalna perspektywa~
-Ale przecież...
-Czy wszystko w porządku panie Malik?-do sali weszła średniego wzrostu kobieta o blond włosach ubrana w biały fartuch.
-No ja...Myślę, że tak.
-Panowie obawiam się, że musicie iść. Czas odwiedzin się kończy.
-Dobrze do zobaczenia Zayn.
Każdy z chłopców po kolei podszedł do mulata i przytulił go.
-A ten...Jak ma pani na imię?
-Jestem Suzanne pomagam tu pielęgniarkom. Ale...czemu płakałeś?
-Bo przed chwilą się dowiedziałem, że przez długi czas byłem traktowany jak zabawka.
-Opowiesz mi o tym?
-O tej sytuacji?
-O całym czasie spotykania się z nią.
Razem rozmawiali do bardzo, bardzo późna. W pewnym momencie Suzanne spojrzała na zegarek.
-Ojejku! Zaraz 1 w nocy. Musze uciekać do domu.
-Jedziesz autobusem?
-Oczywiście, że nie. Zamówię taksówkę. Do zobaczenia jutro Zayn. Miło mi się z Tobą rozmawiało.-uśmiechnęła się i wyszła z sali.
~Suzanne~
Ten Zayn jest bardzo miły. Myślałam, ze gwiazdy są bardziej rozpieszczone. Szkoda mi go. Przecież to bardzo uprzejmy i bardzo przystojny chłopak.
-Jak tamta dziewczyna mogła go wykorzystywać? To jest przecież nienormalne.
Zamówiłam taksówkę i czekałam na jej przyjazd. Spojrzałam w okno sali Zayn'a. Zobaczyłam tam sylwetkę mężczyzny. Tak to był on patrzył, czy taksówka przyjechała. Od okna odszedł dopiero jak wsiadłam do środka. Jechałam do domu szybko, bo 10 minut i od razu rzuciłam się na łóżko.
"Już jestem w domu nie martw się :))"
"Bardzo się cieszę :)"
Leżąc długo o nim myślałam aż w końcu zasnęłam.
~W tamtym czasie w domu~
-Martwię się o Zayn'a-zaczął Lou
-Nie tylko Ty-potwierdził Harry
-Mam nadzieję, że nie załamie się za bardzo po tym wszystkim.
-Biedaczek-powiedziała cicho Louise
-Ale ta pielęgniarka co weszła do jego sali to nawet fajna była-loczek poruszył znacząco brwiami po czym spojrzał na Louise a ta aż się zrobiła czerwona.
-To może sobie do niej idź-burknęła i podeszła do Niall'a, który siedział przy laptopie-Co robisz?
-A tak sobie patrzę. Lou myślisz, że to będzie dobre?
-Zdecydowanie jej się spodoba.
-Daria chodź na chwilę.
-Co się stało?
-Tak sobie siedziałem na internecie
-W internecie-poprawiła go Daria
-Dobra w internecie i... znalazłem angielską odmianę Twojego imienia.-zawołał zadowolony
-Oooo jaką?
-Darlene podoba Ci się?
-Bardzo dziękuję!-powiedziała i cmoknęła chłopaka w policzek.
-Podziękuj Louise ona mi pomogła
-Oj tam tylko powiedziałam, że Ci się spodoba...
-Jest świetne dziękuję-przytuliła ją
-A więc kochani od dzisiaj Daria to Darlene!-krzyknął Niall na cały dom a chwilę po tym dało się słyszeć brawa i krzyki reszty domowników.
Rozpłakała się. Tak zwyczajnie. Jak małe dziecko.
-Wybacz nie umiem utrzymywać tego wszystkiego dalej w tajemnicy.-zaszlochała cicho.
Wszyscy, którzy przyjechali z nią do szpitala obserwowali wszystko przez szybę. Nie wiedzieli co się tam dzieje.
-No bo...Ja... Oh Zayn ja nie chciałam, żeby Tobie cokolwiek się stało! Wybacz mi proszę.
Dziewczyna ucichła. W sali było słychać tylko pikanie jednej z maszyn, do których był podpięty Malik.
-Ja...Wybacz mi, ale muszę Ci to powiedzieć. Bliźniaki to nie Twoje dzieci...Przepraszam, że tyle czasu Cię okłamywałam.
~Zayn~
Chciałem otworzyć oczy, ale czułem jakbym miał do nich przywiązane 100 kilogramowe ciężarki.
Jedyne, co mi się udało to słuchanie. Gdy się obudziłem usłyszałem zdanie, które zrujnowało moje życie.
-Ja...Wybacz mi, ale muszę Ci to powiedzieć. Bliźniaki to nie Twoje dzieci...Przepraszam, że tyle czasu Cię okłamywałam.
-Wyjdź stąd-powiedziałem oschle.
-Ale Zayn pozwól mi...
-Wyjdź!-warknąłem
Kręciło mi się w głowie i było mi niedobrze, ale najgorszy z dolegliwości fizycznych był ból głowy, bo nie mogłem się ruszyć.
Jednak bardziej bolało mnie to, że kobieta, którą kochałem okłamywała mnie przez tak długi czas. Chroniłem ją przed tym psychopatą Brian'em i starałem się jak mogłem, żeby była szczęśliwa a ona nagle wyskakuje mi z tekstem, że to nie są moje dzieci.
Wykrzywiłem się. Nie chciałem dzisiaj już z nikim rozmawiać. Ale jak na złość chłopaki wparowali do sali.
-Zayn! Ty żyjesz!
-Jak się martwiłem!
-Obudziłeś się!
Krzyczeli jeden przez drugiego, a ja nie słyszałem własnych myśli.
-Możecie się choć na chwilę zamknąć?!-krzyknąłem i zakręciło mi się w głowie.
-Przepraszamy Zayn-wybełkotał loczek i usiadł obok
-Chłopaki wybaczcie, ale chcę, żebyście wyszli.
-Czemu? Coś nie tak?-zapytał Liam
-Jeszcze pytasz? Właśnie się dowiedziałem, że przez cały czas byłem oszukiwany i wykorzystywany!
-Ale jak to?
-Normalnie! Bliźniaki to nie moje dzieci a Diana była ze mną tylko dla sławy i pieniędzy!-rozpłakałem się.
-Przecież to nie prawda...
-Właśnie prawda. Ona sama tu była i to powiedziała. Myślała, że jak będzie to mówiła, to dalej będę w śpiączce i nie będę niczego słyszał a ja się wtedy obudziłem i kazałem jej opuścić to miejsce i moje życie. Na zawsze.
~normalna perspektywa~
-Ale przecież...
-Czy wszystko w porządku panie Malik?-do sali weszła średniego wzrostu kobieta o blond włosach ubrana w biały fartuch.
-No ja...Myślę, że tak.
-Panowie obawiam się, że musicie iść. Czas odwiedzin się kończy.
-Dobrze do zobaczenia Zayn.
Każdy z chłopców po kolei podszedł do mulata i przytulił go.
-A ten...Jak ma pani na imię?
-Jestem Suzanne pomagam tu pielęgniarkom. Ale...czemu płakałeś?
-Bo przed chwilą się dowiedziałem, że przez długi czas byłem traktowany jak zabawka.
-Opowiesz mi o tym?
-O tej sytuacji?
-O całym czasie spotykania się z nią.
Razem rozmawiali do bardzo, bardzo późna. W pewnym momencie Suzanne spojrzała na zegarek.
-Ojejku! Zaraz 1 w nocy. Musze uciekać do domu.
-Jedziesz autobusem?
-Oczywiście, że nie. Zamówię taksówkę. Do zobaczenia jutro Zayn. Miło mi się z Tobą rozmawiało.-uśmiechnęła się i wyszła z sali.
~Suzanne~
Ten Zayn jest bardzo miły. Myślałam, ze gwiazdy są bardziej rozpieszczone. Szkoda mi go. Przecież to bardzo uprzejmy i bardzo przystojny chłopak.
-Jak tamta dziewczyna mogła go wykorzystywać? To jest przecież nienormalne.
Zamówiłam taksówkę i czekałam na jej przyjazd. Spojrzałam w okno sali Zayn'a. Zobaczyłam tam sylwetkę mężczyzny. Tak to był on patrzył, czy taksówka przyjechała. Od okna odszedł dopiero jak wsiadłam do środka. Jechałam do domu szybko, bo 10 minut i od razu rzuciłam się na łóżko.
"Już jestem w domu nie martw się :))"
"Bardzo się cieszę :)"
Leżąc długo o nim myślałam aż w końcu zasnęłam.
~W tamtym czasie w domu~
-Martwię się o Zayn'a-zaczął Lou
-Nie tylko Ty-potwierdził Harry
-Mam nadzieję, że nie załamie się za bardzo po tym wszystkim.
-Biedaczek-powiedziała cicho Louise
-Ale ta pielęgniarka co weszła do jego sali to nawet fajna była-loczek poruszył znacząco brwiami po czym spojrzał na Louise a ta aż się zrobiła czerwona.
-To może sobie do niej idź-burknęła i podeszła do Niall'a, który siedział przy laptopie-Co robisz?
-A tak sobie patrzę. Lou myślisz, że to będzie dobre?
-Zdecydowanie jej się spodoba.
-Daria chodź na chwilę.
-Co się stało?
-Tak sobie siedziałem na internecie
-W internecie-poprawiła go Daria
-Dobra w internecie i... znalazłem angielską odmianę Twojego imienia.-zawołał zadowolony
-Oooo jaką?
-Darlene podoba Ci się?
-Bardzo dziękuję!-powiedziała i cmoknęła chłopaka w policzek.
-Podziękuj Louise ona mi pomogła
-Oj tam tylko powiedziałam, że Ci się spodoba...
-Jest świetne dziękuję-przytuliła ją
-A więc kochani od dzisiaj Daria to Darlene!-krzyknął Niall na cały dom a chwilę po tym dało się słyszeć brawa i krzyki reszty domowników.
sobota, 1 czerwca 2013
Rozdział 26
Weszli do domu a tam... Na kanapie leżała zapłakana Diana a obok niej Louise i Daria.
-Diana...Czy to co usłyszeliśmy to prawda?
-Zależy co usłyszeliście.
-No...że to prawdopodobnie nie są dzieci Zayna.
-Daj mi to wszystko wytłumaczyć
W tym momencie zadzwonił dzwonek do drzwi.
-Otworzę-powiedział Liam i poszedł do drzwi.-Co ty tu...
To był Brian. Na jego twarzy malowała się złość.
-Przyszedłem tylko po to, żeby wyjaśnić pewną sprawę
Wszedł do domu. I momentalnie podszedł do Diany. Podniósł rękę z widocznym zamiarem uderzenia jej, ale był tam Harry i złapał go w dobrym momencie.
-Nie tak szybko chłoptasiu...
-Bo co?Nie będzie mi tu suka wymyślała!
-Ogarnij się chłopcze i porozmawiajmy jak normalni ludzie-skomentowała Louise
-On nie jest normalny-wymruczał Harry
-Ja nie jestem normalny? To ona jest nienormalna!
-Ale czemu człowieku?
-Bo ta oto kobieta wymyśla, że niby jestem ojcem jej dzieci.-wskazał Brian
-A nie jesteś?
-W stu procentach nie jestem! A tak w ogóle to gdzie ten jej rycerzyk?
-Właśnie gdzie jest Zayn?
-Diana on...jest w szpitalu. W śpiączce.
-Cooo?! Jak to?-rozpłakała się.
-Jak wracał ze spaceru uderzyło w niego auto. Stracił dużo krwi. Leży w sali cały blady podłączony do mnóstwa maszyn...-wyszeptał Niall roniąc łzę.
-Muszę do niego jechać-powiedziała wstając z kanapy.
-Jeszcze nie skończyłem-powiedział Brian łapiąc Dianę za nadgarstek. A ona aż syknęła z bólu.
-Ale ja skończyłam. Zostaw mnie! Muszę tam teraz być on mnie potrzebuje!
Założyła buty kurtkę i wybiegła z domu ciągnąc za sobą Louisa. Jechali dłużej niż zwykle a dla Diany czas ciągnął się jeszcze wolniej. Wreszcie dotarli do szpitala. Diana wbiegła do szpitala i nie pytając o nic recepcjonistki pobiegła do windy, bo wiedziała, że jej ukochany leży w sali numer 145. Pielęgniarka chciała zareagować, ale zobaczyła wchodzącego Louisa.
-To jego dziewczyna-rzucił szybko i pobiegł za Dianą.
Szli szpitalnymi korytarzami szukając sali 145. Gdy dotarli do niej Louis złapał Dianę za ramiona i powiedział patrząc jej prosto w oczy:
-Posłuchaj cokolwiek tam zobaczysz nie płacz. On teraz potrzebuje wsparcia a nie Twoich łez.
-Postaram się-powiedziała Di
Delikatnie uchyliła drzwi i zajrzała do środka. Zobaczyła niewiele a w jej oczach juz zebrały się łzy. Zamrugała szybko, żeby nie poleciały po policzkach i weszła do pokoiku. Właśnie takiego widoku się bała. Nie wiedziała jak ma się tam zachowywać, żeby nic nie zrobić.
~perspektywa Diany~
Leżał. Wydawał się taki bezbronny. Jego ciało było takie blade, bardzo nienaturalnie jak na mulata o ciemnej karnacji. Chciałam powiedzieć Mu prawdę, ale nie wiedziałam jak to zacząć. Miałam tylko nadzieję, że się wtedy nie obudzi.
-Zayn...
-Diana...Czy to co usłyszeliśmy to prawda?
-Zależy co usłyszeliście.
-No...że to prawdopodobnie nie są dzieci Zayna.
-Daj mi to wszystko wytłumaczyć
W tym momencie zadzwonił dzwonek do drzwi.
-Otworzę-powiedział Liam i poszedł do drzwi.-Co ty tu...
To był Brian. Na jego twarzy malowała się złość.
-Przyszedłem tylko po to, żeby wyjaśnić pewną sprawę
Wszedł do domu. I momentalnie podszedł do Diany. Podniósł rękę z widocznym zamiarem uderzenia jej, ale był tam Harry i złapał go w dobrym momencie.
-Nie tak szybko chłoptasiu...
-Bo co?Nie będzie mi tu suka wymyślała!
-Ogarnij się chłopcze i porozmawiajmy jak normalni ludzie-skomentowała Louise
-On nie jest normalny-wymruczał Harry
-Ja nie jestem normalny? To ona jest nienormalna!
-Ale czemu człowieku?
-Bo ta oto kobieta wymyśla, że niby jestem ojcem jej dzieci.-wskazał Brian
-A nie jesteś?
-W stu procentach nie jestem! A tak w ogóle to gdzie ten jej rycerzyk?
-Właśnie gdzie jest Zayn?
-Diana on...jest w szpitalu. W śpiączce.
-Cooo?! Jak to?-rozpłakała się.
-Jak wracał ze spaceru uderzyło w niego auto. Stracił dużo krwi. Leży w sali cały blady podłączony do mnóstwa maszyn...-wyszeptał Niall roniąc łzę.
-Muszę do niego jechać-powiedziała wstając z kanapy.
-Jeszcze nie skończyłem-powiedział Brian łapiąc Dianę za nadgarstek. A ona aż syknęła z bólu.
-Ale ja skończyłam. Zostaw mnie! Muszę tam teraz być on mnie potrzebuje!
Założyła buty kurtkę i wybiegła z domu ciągnąc za sobą Louisa. Jechali dłużej niż zwykle a dla Diany czas ciągnął się jeszcze wolniej. Wreszcie dotarli do szpitala. Diana wbiegła do szpitala i nie pytając o nic recepcjonistki pobiegła do windy, bo wiedziała, że jej ukochany leży w sali numer 145. Pielęgniarka chciała zareagować, ale zobaczyła wchodzącego Louisa.
-To jego dziewczyna-rzucił szybko i pobiegł za Dianą.
Szli szpitalnymi korytarzami szukając sali 145. Gdy dotarli do niej Louis złapał Dianę za ramiona i powiedział patrząc jej prosto w oczy:
-Posłuchaj cokolwiek tam zobaczysz nie płacz. On teraz potrzebuje wsparcia a nie Twoich łez.
-Postaram się-powiedziała Di
Delikatnie uchyliła drzwi i zajrzała do środka. Zobaczyła niewiele a w jej oczach juz zebrały się łzy. Zamrugała szybko, żeby nie poleciały po policzkach i weszła do pokoiku. Właśnie takiego widoku się bała. Nie wiedziała jak ma się tam zachowywać, żeby nic nie zrobić.
~perspektywa Diany~
Leżał. Wydawał się taki bezbronny. Jego ciało było takie blade, bardzo nienaturalnie jak na mulata o ciemnej karnacji. Chciałam powiedzieć Mu prawdę, ale nie wiedziałam jak to zacząć. Miałam tylko nadzieję, że się wtedy nie obudzi.
-Zayn...
wtorek, 28 maja 2013
Rozdział 25
Wszystkich bardzo zdziwiło zachowanie lekarza. No bo jakim cudem u lekarza, który opatruje ludzi po wypadkach przyjął kobietę w ciąży?!
-wiecie co chodzimy do recepcji-zaproponował Liam
-idźcie ja tu zostanę-wyszeptał Niall
-ale przecież...
-idźcie tam. Proszę.
-dobrze. Tylko zejdz zaraz do nas
-okej.
~perspektywa Nialla~
Nie mogłem uwierzyć... Leżał tu praktycznie bez żadnych oznak życia.
Gdyby nie było tutaj tych pikających maszynek pomyślałbym, że naprawdę nie żyje.wziąłem jego dłoń i ścisnąłem ją. Była taka zimna. I taka delikatna... Bałem się, że coś mu zrobię ale wiedziałem, że Zayn zawsze był silny. Postanowiłem zejść na dół do chłopaków. Na dole zobaczyłem ich bardzo smutnych jak i zamyślonych.
Zupełnie nie wiedziałem o co chodzi.
-chłopaki coś się stało?
-nie to nie może być tak...
-Liam ale co?
-Diana... wujek...dzieci...
Liam rzucał hasłami i ja wyłapywałem tylko niektóre słowa, bo mówił tak, jakby za chwilę miał wydać ostatnie tchnienie.
-Harry może ty mi coś powiesz?
-no bo Diana... Ona
-człowieku skup się i to powiedz!-nie wytrzymałem i krzyknąłem.
-myślę, że będzie lepiej jak porozmawiamy o tym w domu-powiedział Lou a ja aż się zatrzęsłem ze złości.
To chyba nie takie trudne powiedzieć mi jedno krótkie zdanie...Ale trudno mus to mus. Wyszedłem pierwszy ze szpitala, oparłem się o maskę samochodu i czekałem na wlokących się chłopaków. Gdy nareszcie dotarli do auta Lou wpuścił nas do środka i po chwili ruszyliśmy w drogę powrotną. Przez całe te nerwy zgłodniałem ale na szczęście miałem zapas w lodówce samochodowej no bo skoro jest teraz Daria to jedzenia musi być więcej. Uśmiechnąłem się delikatnie na myśl o niej. Teraz żałuję, że nie pojechaliśmy do Polski. Wtedy poznałbym ją wcześniej. No ale przeznaczenie wie co robi w końcu się znaleźliśmy. I muszę przyznać, że nie widziałem, że dwoje ludzi może łączyć aż tak wiele! Ale po spotkaniu jej wiem, że to możliwe.
Jadąc pogrążyłem się w myślach. Nawet nie zauważyłem, że dzwonił mój telefon dopiero Louis widząc moje zamyślenie puknął mnie w bok, czym przywrócił mnie do obecnych. Wyjąłem telefon i zobaczyłem kto dzwoni. No tak kto inny-uśmiechnąłem się pod nosem, ale na tyle mocno, że Louis to zauważył.
-odbierz pewnie się martwi.
-no pewnie tak...
-no to odbieraj, bo się przestraszy i zamiast siedzieć w domu pojedzie do szpitala.
-no fakt... Cześć słoneczko-rozpocząłem rozmowę z dziewczyną.
Rozmawialiśmy krótko a ona wypytała mnie o te najistotniejsze rzeczy.
~normalna perspektywa~
chłopcy jechali bardzo ostrożnie. Parę razy próbowali zacząć jakąś rozmowę ale nie wychodziło im to. W końcu dojechali do domu. Wysiedli z auta. Harry zasnął, więc Liam postanowił, że zaniesie go do domu na rękach. Otworzyli drzwi a w środku czekała na nich nie mała niespodzianka...
-wiecie co chodzimy do recepcji-zaproponował Liam
-idźcie ja tu zostanę-wyszeptał Niall
-ale przecież...
-idźcie tam. Proszę.
-dobrze. Tylko zejdz zaraz do nas
-okej.
~perspektywa Nialla~
Nie mogłem uwierzyć... Leżał tu praktycznie bez żadnych oznak życia.
Gdyby nie było tutaj tych pikających maszynek pomyślałbym, że naprawdę nie żyje.wziąłem jego dłoń i ścisnąłem ją. Była taka zimna. I taka delikatna... Bałem się, że coś mu zrobię ale wiedziałem, że Zayn zawsze był silny. Postanowiłem zejść na dół do chłopaków. Na dole zobaczyłem ich bardzo smutnych jak i zamyślonych.
Zupełnie nie wiedziałem o co chodzi.
-chłopaki coś się stało?
-nie to nie może być tak...
-Liam ale co?
-Diana... wujek...dzieci...
Liam rzucał hasłami i ja wyłapywałem tylko niektóre słowa, bo mówił tak, jakby za chwilę miał wydać ostatnie tchnienie.
-Harry może ty mi coś powiesz?
-no bo Diana... Ona
-człowieku skup się i to powiedz!-nie wytrzymałem i krzyknąłem.
-myślę, że będzie lepiej jak porozmawiamy o tym w domu-powiedział Lou a ja aż się zatrzęsłem ze złości.
To chyba nie takie trudne powiedzieć mi jedno krótkie zdanie...Ale trudno mus to mus. Wyszedłem pierwszy ze szpitala, oparłem się o maskę samochodu i czekałem na wlokących się chłopaków. Gdy nareszcie dotarli do auta Lou wpuścił nas do środka i po chwili ruszyliśmy w drogę powrotną. Przez całe te nerwy zgłodniałem ale na szczęście miałem zapas w lodówce samochodowej no bo skoro jest teraz Daria to jedzenia musi być więcej. Uśmiechnąłem się delikatnie na myśl o niej. Teraz żałuję, że nie pojechaliśmy do Polski. Wtedy poznałbym ją wcześniej. No ale przeznaczenie wie co robi w końcu się znaleźliśmy. I muszę przyznać, że nie widziałem, że dwoje ludzi może łączyć aż tak wiele! Ale po spotkaniu jej wiem, że to możliwe.
Jadąc pogrążyłem się w myślach. Nawet nie zauważyłem, że dzwonił mój telefon dopiero Louis widząc moje zamyślenie puknął mnie w bok, czym przywrócił mnie do obecnych. Wyjąłem telefon i zobaczyłem kto dzwoni. No tak kto inny-uśmiechnąłem się pod nosem, ale na tyle mocno, że Louis to zauważył.
-odbierz pewnie się martwi.
-no pewnie tak...
-no to odbieraj, bo się przestraszy i zamiast siedzieć w domu pojedzie do szpitala.
-no fakt... Cześć słoneczko-rozpocząłem rozmowę z dziewczyną.
Rozmawialiśmy krótko a ona wypytała mnie o te najistotniejsze rzeczy.
~normalna perspektywa~
chłopcy jechali bardzo ostrożnie. Parę razy próbowali zacząć jakąś rozmowę ale nie wychodziło im to. W końcu dojechali do domu. Wysiedli z auta. Harry zasnął, więc Liam postanowił, że zaniesie go do domu na rękach. Otworzyli drzwi a w środku czekała na nich nie mała niespodzianka...
czwartek, 23 maja 2013
Rozdział 24
Żaden z chłopców nie wiedział co się dzieje z Zayn'em. Bali się, że jeżeli pójdą do szpitala może być tak, ze nie wpuszczą ich do sali. Ale przecież kto zna Zayn'a ten zna ich muszą i ich wpuścić! Ale nie to najgorsze... Najgorsze jest to, że nie wiedzą w jakim stanie zobaczą ich bad boy'ia... A co jeżeli jest podłączony do respiratora i walczy o życie?
Dojechali do szpitala. Louis ledwo zahamował a chłopaki już wypadli z samochodu potykając się o własne nogi. Z zamieszania nie mogli znaleźć wejścia. Dopiero kierowca jednej z karetek wskazal im drogę.Okazało się, że Lou zaparkował za daleko.
-W której sali leży Zayn Malik?-wykrzyknął Harry wbiegając do recepcji ślizgając się jednoczesnie na posadzce
-Chwileczkę już sprawdzam...
-Tylko proszę szybko!
-A kim pan dla niego jest?
-Nie poznaje mnie pani?Jestem Harry Styles! Jesteśmy prawie jak bracia!
-Pan Malik leży w sali 145 ale nie wiem czy może pan tam wejść.
-Ja muszę tam wejść-krzyknął biegnąc już w stronę windy
Pielęgniarka chciała zatrzymać loczka ale w tym momencie weszła reszta chłopców i kobieta zauważyła, że im na nim zależy.
-Dziękujemy pani-uśmiechnął się przez łzy Niall.
Po dwóch minutach cała czwórka siedziała w windzie. Dojechali na trzecie piętro budynku i na trzęsących się nogach wyszli na korytarz. Teraz pozostało im znaleźć salę. Ale los nie był po ich stronie. Zdaniem Louisa numery na drzwiach układał tu ktoś, kto pewnie był na ostrym kacu.
W końcu znaleźli salę numer 145.
~perspektywa Liam'a~
Szedłem pierwszy. Wychodziło na to, że to ja musiałem otworzyć drzwi i wejść tam na początku. Bałem się... i to bardzo. Uchyliłem kawałek drzwi i zajrzałem do środka.
-O matko- wyszeptałem a moje policzki po raz kolejny zalał potok łez.
Leżał tam. Był cały biały zupełnie taki, jakby uszło z niego życie. Wszedłem powoli do sali a za mną chłopcy. Teraz wszyscy staliśmy tam i wycieraliśmy i tak całe spuchnięte już oczy. Żaden z nas nie zauważył jak do sali wszedł lekarz.
-Od kiedy go przywieźliśmy się nie obudził. Ale dla nas liczy się to, że jego serce pracuje i narazie nie będziemy odłączać go od respiratora, bo jest duża szansa na to, że się obudzi.
-Jak duża?-zapytałem
-Myślę, że 85%
-To dużo.
-Bardzo. Pozostaje tylko pytanie kiedy się obudzi.
-Oby jak najszybciej
-My również mamy taką nadzieję.
~normalna perspektywa~
-A co mu się tak dokładnie stało panie doktorze?-zapytał Louis
-Tak dokładnie to nie wiem. Wiemy tylko tyle, że szedł chodnikiem, padał deszcz. Auto wpadł w poslizg i uderzyło w niego. Stracił dużo krwi ale dojechaliśmy na czas.
-A miało być tak pięknie...Te ich bliźniaki o których nie zdążył się dowiedzieć...
-A z kim on ma te dzieci?
-Z Dianą Collins
-Ona była u mnie kilka dni temu...-posępniał lekarz
-Coś nie tak? Czemu zmienił pan ton?
-Tego powinniście dowiedzieć się już od niej.-i wyszedł z sali
Dojechali do szpitala. Louis ledwo zahamował a chłopaki już wypadli z samochodu potykając się o własne nogi. Z zamieszania nie mogli znaleźć wejścia. Dopiero kierowca jednej z karetek wskazal im drogę.Okazało się, że Lou zaparkował za daleko.
-W której sali leży Zayn Malik?-wykrzyknął Harry wbiegając do recepcji ślizgając się jednoczesnie na posadzce
-Chwileczkę już sprawdzam...
-Tylko proszę szybko!
-A kim pan dla niego jest?
-Nie poznaje mnie pani?Jestem Harry Styles! Jesteśmy prawie jak bracia!
-Pan Malik leży w sali 145 ale nie wiem czy może pan tam wejść.
-Ja muszę tam wejść-krzyknął biegnąc już w stronę windy
Pielęgniarka chciała zatrzymać loczka ale w tym momencie weszła reszta chłopców i kobieta zauważyła, że im na nim zależy.
-Dziękujemy pani-uśmiechnął się przez łzy Niall.
Po dwóch minutach cała czwórka siedziała w windzie. Dojechali na trzecie piętro budynku i na trzęsących się nogach wyszli na korytarz. Teraz pozostało im znaleźć salę. Ale los nie był po ich stronie. Zdaniem Louisa numery na drzwiach układał tu ktoś, kto pewnie był na ostrym kacu.
W końcu znaleźli salę numer 145.
~perspektywa Liam'a~
Szedłem pierwszy. Wychodziło na to, że to ja musiałem otworzyć drzwi i wejść tam na początku. Bałem się... i to bardzo. Uchyliłem kawałek drzwi i zajrzałem do środka.
-O matko- wyszeptałem a moje policzki po raz kolejny zalał potok łez.
Leżał tam. Był cały biały zupełnie taki, jakby uszło z niego życie. Wszedłem powoli do sali a za mną chłopcy. Teraz wszyscy staliśmy tam i wycieraliśmy i tak całe spuchnięte już oczy. Żaden z nas nie zauważył jak do sali wszedł lekarz.
-Od kiedy go przywieźliśmy się nie obudził. Ale dla nas liczy się to, że jego serce pracuje i narazie nie będziemy odłączać go od respiratora, bo jest duża szansa na to, że się obudzi.
-Jak duża?-zapytałem
-Myślę, że 85%
-To dużo.
-Bardzo. Pozostaje tylko pytanie kiedy się obudzi.
-Oby jak najszybciej
-My również mamy taką nadzieję.
~normalna perspektywa~
-A co mu się tak dokładnie stało panie doktorze?-zapytał Louis
-Tak dokładnie to nie wiem. Wiemy tylko tyle, że szedł chodnikiem, padał deszcz. Auto wpadł w poslizg i uderzyło w niego. Stracił dużo krwi ale dojechaliśmy na czas.
-A miało być tak pięknie...Te ich bliźniaki o których nie zdążył się dowiedzieć...
-A z kim on ma te dzieci?
-Z Dianą Collins
-Ona była u mnie kilka dni temu...-posępniał lekarz
-Coś nie tak? Czemu zmienił pan ton?
-Tego powinniście dowiedzieć się już od niej.-i wyszedł z sali
wtorek, 21 maja 2013
Rozdział 23
Ani Louise ani Liam nie wiedzieli o co chodzi. Ale po minach chłopaków było widać,że są bardzo przejęci.
-Chodźcie szybko-powiedział Niall półszeptem
-Ale szybko!
-A co z Dianą?
-Będzie lepiej jeżeli zostanie tutaj.
W tym momencie Liam bardzo się przestraszył, bo wiedział, że coś nie tak z Zaynem. Zamknęli cicho drzwi i jak najszybciej zeszli na dół.
-Co się dzieje?
-Dzwonili do mnie...
-Skąd?
-No ze...
-No Harry wyduś to z siebie!
-ze szpitala-wyszeptał a po jego policzku spłynęła jedna mała łza.
-Co z nim?
-Tamta pielęgniarka nie chciała mi nic powiedzieć
-Czemu?
-Bo podobno nie jetem nikim z rodziny
-To co jedziemy tam?
-Tak ale co z Dianą?
-My zostaniemy!-powiedziały Lou i Daria jednocześnie
-A jak się obudzi to powiemy, że pojechaliście do sklepu i żeby się nie martwiła.
-Dobry plan Daria. Dobra my sie ubieramy i jedziemy narazie! i uważajcie na siebię!
~perspektywa Louisa~
Jestem najstarszy a czuję się w tym momencie jak małe dziecko, które nie umie nic zrobić. Denerwuję się jak chyba jeszcze nigdy przedtem. Niby Zayn nie jest moją rodziną ale przez te 3 lata poczułem do niego jakąś więź ale nie jak do przyjaciela...ale jak do brata. Patrzę na twarze chłopaków i widzę wymalowany na nich strach. I to bardzo widoczny. Po drodze minęła nas karetka jadąca na sygnale. każdy z nas otrząsnął się z gęsiej skórki jaką dostał. Wiedzieliśmy, że musimy przygotować się na każdy scenariusz.
A może jak zwykle ma kilka siniaków i płacze, bo mu się fryzura rozwaliła? Uśmiechnąłem się na tą myśl, z nadzieją, że właśnie ona się spełni. Ale równie dobrze może być tak, że w szpitalu walczy właśnie o życie.
Nie to nie może byc prawda! Ogarnij się Tomlinson przecież on ma wspaniałą dziewczynę i dzieci w drodze!
~perspektywa Niall'a~
Siedzę koło Louisa na fotelu pasażera i po prostu mam ochotę wyskoczyć ale wiem, że nie mogę tego zrobić. Dla Louisa, Harry'ego, Liam'a, Zayn'a, dla dziewczyn i dla mojej Darii. Siedziałem na fotelu cały zapłakany myśląc nad całą tą sytuacją. Błądziłem. Błądziłem myślami gdzieś po innym świcie szukając odpowiedzi na męczące mnie pytania. A jest ich tak wiele.Chyba na żadne w tym momencie nie znajdę odpowiedzi.
~perspektywa Liam'a~
Zawsze to ja byłem tym pocieszającym. Tak wiem ale ta sytuacja mnie przeraża. Siedzę na fotelu i płaczę...Ale wiem, że nie jestem w tym sam. Niall płacze od momentu, kiedy wpadł do pokoju Diany po mnie i Louise. Nie dziwię mu się chłopak jest bardzo uczuciowy. Czuję się strasznie zagubiony a tak wiele chciałbym wiedzieć. Czy Zayn żyje? Jak się czuje? Te dwa pytania przyprawiają mnie o zawroty głowy...
~perspektywa Harry'ego~
Ja...Ja nie wiem o czym mam myśleć. Nie ważne na co spojrzę to kojarzy mi się z moim bad boy'iem. Naszym bad boy'iem! Ten telefon był taki nagły. To był cios w plecy i to bardzo bolesny cios. Na ten moment nie umiem sie po nim podnieść...Zobaczę co przyniosą kolejne minuty, które tak niebłaganie się ciągną. Czy czasu nie da sie w jakikolwiek sposób przyspieszyć? Chcę zobaczyć, że mój Zayn ma się dobrze. Zayn...Dlaczego? Po tych słowach po moim poliku poleciała samotna łza. Tak samotna jak my razem i każdy z nas z osobna...
-Chodźcie szybko-powiedział Niall półszeptem
-Ale szybko!
-A co z Dianą?
-Będzie lepiej jeżeli zostanie tutaj.
W tym momencie Liam bardzo się przestraszył, bo wiedział, że coś nie tak z Zaynem. Zamknęli cicho drzwi i jak najszybciej zeszli na dół.
-Co się dzieje?
-Dzwonili do mnie...
-Skąd?
-No ze...
-No Harry wyduś to z siebie!
-ze szpitala-wyszeptał a po jego policzku spłynęła jedna mała łza.
-Co z nim?
-Tamta pielęgniarka nie chciała mi nic powiedzieć
-Czemu?
-Bo podobno nie jetem nikim z rodziny
-To co jedziemy tam?
-Tak ale co z Dianą?
-My zostaniemy!-powiedziały Lou i Daria jednocześnie
-A jak się obudzi to powiemy, że pojechaliście do sklepu i żeby się nie martwiła.
-Dobry plan Daria. Dobra my sie ubieramy i jedziemy narazie! i uważajcie na siebię!
~perspektywa Louisa~
Jestem najstarszy a czuję się w tym momencie jak małe dziecko, które nie umie nic zrobić. Denerwuję się jak chyba jeszcze nigdy przedtem. Niby Zayn nie jest moją rodziną ale przez te 3 lata poczułem do niego jakąś więź ale nie jak do przyjaciela...ale jak do brata. Patrzę na twarze chłopaków i widzę wymalowany na nich strach. I to bardzo widoczny. Po drodze minęła nas karetka jadąca na sygnale. każdy z nas otrząsnął się z gęsiej skórki jaką dostał. Wiedzieliśmy, że musimy przygotować się na każdy scenariusz.
A może jak zwykle ma kilka siniaków i płacze, bo mu się fryzura rozwaliła? Uśmiechnąłem się na tą myśl, z nadzieją, że właśnie ona się spełni. Ale równie dobrze może być tak, że w szpitalu walczy właśnie o życie.
Nie to nie może byc prawda! Ogarnij się Tomlinson przecież on ma wspaniałą dziewczynę i dzieci w drodze!
~perspektywa Niall'a~
Siedzę koło Louisa na fotelu pasażera i po prostu mam ochotę wyskoczyć ale wiem, że nie mogę tego zrobić. Dla Louisa, Harry'ego, Liam'a, Zayn'a, dla dziewczyn i dla mojej Darii. Siedziałem na fotelu cały zapłakany myśląc nad całą tą sytuacją. Błądziłem. Błądziłem myślami gdzieś po innym świcie szukając odpowiedzi na męczące mnie pytania. A jest ich tak wiele.Chyba na żadne w tym momencie nie znajdę odpowiedzi.
~perspektywa Liam'a~
Zawsze to ja byłem tym pocieszającym. Tak wiem ale ta sytuacja mnie przeraża. Siedzę na fotelu i płaczę...Ale wiem, że nie jestem w tym sam. Niall płacze od momentu, kiedy wpadł do pokoju Diany po mnie i Louise. Nie dziwię mu się chłopak jest bardzo uczuciowy. Czuję się strasznie zagubiony a tak wiele chciałbym wiedzieć. Czy Zayn żyje? Jak się czuje? Te dwa pytania przyprawiają mnie o zawroty głowy...
~perspektywa Harry'ego~
Ja...Ja nie wiem o czym mam myśleć. Nie ważne na co spojrzę to kojarzy mi się z moim bad boy'iem. Naszym bad boy'iem! Ten telefon był taki nagły. To był cios w plecy i to bardzo bolesny cios. Na ten moment nie umiem sie po nim podnieść...Zobaczę co przyniosą kolejne minuty, które tak niebłaganie się ciągną. Czy czasu nie da sie w jakikolwiek sposób przyspieszyć? Chcę zobaczyć, że mój Zayn ma się dobrze. Zayn...Dlaczego? Po tych słowach po moim poliku poleciała samotna łza. Tak samotna jak my razem i każdy z nas z osobna...
poniedziałek, 20 maja 2013
Rozdział 22
Wszyscy zebrali się w salonie. Nikt nie wiedział o co chodzi. No prawie nikt...
-Możecie się w końcu uciszyć? Chcę coś powiedzieć!-uciszała wszystkich Diana
-Mów nie przejmuj się. Jak będzie to coś fajnego to się od razu uciszą-uśmiechnął się Liam.
-Dobrze. A więc byłam wczoraj u lekarza...
-I co?-powiedzieli wszyscy chórem
-Mówiłem-szepnął Liam
-I dowiedziałam się czegoś...-jej oczy zaszkliły się
-Czy coś z dzieckiem?-zapytał zdenerwowany Zayn
-No w sumie to tak...
-Nie proszę tylko nie to!
Po jego policzkach poleciały łzy.Martwił się i to bardzo. Miało to być jego pierwsze dziecko i bał się, że coś mu jest albo co gorsza stracił je. Niall podszedł do niego tylko i przytulił najmocniej jak potrafił.
-Przepraszam nie mogę...-wyszedł z mieszkania zapalając papierosa.
Diana próbowała go zatrzymać ale na darmo. Wiedziała jaki ma charakter i nie zawsze był z nim łatwo.
-Co takiego się stało?
-No bo...to są bliźniaki!
-Dzwoń po Zayn'a, napisz mu sms-a albo idźcie go poszukać szybko-zawołał donośnie Harry.
Niestety w żaden sposób nie mogli się z nim skontaktować i nigdzie go nie było. Popołudnie spędzili nerwowo. W żaden sposób nie było sposób się z nim skontaktować. Albo miał wyłączony telefon albo odrzucał połączenie od przyjaciół. Ok. godziny 17 Diana dostała sms-a z wiadomością, żeby się nie martwiła ale musi pobyć trochę sam i pomyśleć nad tym wszystkim.
~perspektywa Zayn'a~
Nie mogę w to uwierzyć. Tak bardzo pragnąłem tego dziecka, wychowałbym je ale chyba nie to jest mi dane. Po moich policzkach spływały łzy a ja szedłem przed siebie zapalając kolejno papierosy. Nic nie widziałem. Dużo ludzi patrzyło na mnie pytająco ale omijałem ich, bo chciałem dojść do swojego celu bez przeszkód. Niech to szlag... Ci kierowcy powinni chociaż trochę patrzeć jak jeżdżą przecież nie są tu sami. Jestem cały mokry... I jeszcze te cholerne papierosy się skończył a ja nie mam ani grosza żeby coś kupić... Nic dzisiaj nie jest po mojej myśli. No trudno trzeba żyć dalej.
~koniec perspektywy~
-Ale on gdzieś musi być...
-Na pewno jest nie martw się Di
-Ale jest już prawie 20 jak mam się nie martwić?!
-Napisał przecież, że chce pobyć trochę sam on to źle zrozumiał.Pomyśli i wróci do domu zobaczysz.
-Tak myślisz?
-Jestem tego pewien.
-Dziękuję Ci Liam
-Nie ma sprawy. A teraz chodź już się położyć musisz dużo odpoczywać.
Liam razem z Louise poszedł do sypialni Diany i siedzieli u niej aż zasnęła rozmawiali o wielu rzeczach tych ważnych jak i całkiem głupich. W końcu Diana zasnęła ale dla pewności jeszcze chwilę tak siedzieli. W pewnym momencie do pokoju wpadli Niall i Harry bardzo zdenerwowani.
_____________________________________________________________________________
Czy podoba wam się mój nowy styl pisania? Czy lepiej zostać przy tamtym? Kocham Was i dziękuję za każde wejście tutaj :*
-Możecie się w końcu uciszyć? Chcę coś powiedzieć!-uciszała wszystkich Diana
-Mów nie przejmuj się. Jak będzie to coś fajnego to się od razu uciszą-uśmiechnął się Liam.
-Dobrze. A więc byłam wczoraj u lekarza...
-I co?-powiedzieli wszyscy chórem
-Mówiłem-szepnął Liam
-I dowiedziałam się czegoś...-jej oczy zaszkliły się
-Czy coś z dzieckiem?-zapytał zdenerwowany Zayn
-No w sumie to tak...
-Nie proszę tylko nie to!
Po jego policzkach poleciały łzy.Martwił się i to bardzo. Miało to być jego pierwsze dziecko i bał się, że coś mu jest albo co gorsza stracił je. Niall podszedł do niego tylko i przytulił najmocniej jak potrafił.
-Przepraszam nie mogę...-wyszedł z mieszkania zapalając papierosa.
Diana próbowała go zatrzymać ale na darmo. Wiedziała jaki ma charakter i nie zawsze był z nim łatwo.
-Co takiego się stało?
-No bo...to są bliźniaki!
-Dzwoń po Zayn'a, napisz mu sms-a albo idźcie go poszukać szybko-zawołał donośnie Harry.
Niestety w żaden sposób nie mogli się z nim skontaktować i nigdzie go nie było. Popołudnie spędzili nerwowo. W żaden sposób nie było sposób się z nim skontaktować. Albo miał wyłączony telefon albo odrzucał połączenie od przyjaciół. Ok. godziny 17 Diana dostała sms-a z wiadomością, żeby się nie martwiła ale musi pobyć trochę sam i pomyśleć nad tym wszystkim.
~perspektywa Zayn'a~
Nie mogę w to uwierzyć. Tak bardzo pragnąłem tego dziecka, wychowałbym je ale chyba nie to jest mi dane. Po moich policzkach spływały łzy a ja szedłem przed siebie zapalając kolejno papierosy. Nic nie widziałem. Dużo ludzi patrzyło na mnie pytająco ale omijałem ich, bo chciałem dojść do swojego celu bez przeszkód. Niech to szlag... Ci kierowcy powinni chociaż trochę patrzeć jak jeżdżą przecież nie są tu sami. Jestem cały mokry... I jeszcze te cholerne papierosy się skończył a ja nie mam ani grosza żeby coś kupić... Nic dzisiaj nie jest po mojej myśli. No trudno trzeba żyć dalej.
~koniec perspektywy~
-Ale on gdzieś musi być...
-Na pewno jest nie martw się Di
-Ale jest już prawie 20 jak mam się nie martwić?!
-Napisał przecież, że chce pobyć trochę sam on to źle zrozumiał.Pomyśli i wróci do domu zobaczysz.
-Tak myślisz?
-Jestem tego pewien.
-Dziękuję Ci Liam
-Nie ma sprawy. A teraz chodź już się położyć musisz dużo odpoczywać.
Liam razem z Louise poszedł do sypialni Diany i siedzieli u niej aż zasnęła rozmawiali o wielu rzeczach tych ważnych jak i całkiem głupich. W końcu Diana zasnęła ale dla pewności jeszcze chwilę tak siedzieli. W pewnym momencie do pokoju wpadli Niall i Harry bardzo zdenerwowani.
_____________________________________________________________________________
Czy podoba wam się mój nowy styl pisania? Czy lepiej zostać przy tamtym? Kocham Was i dziękuję za każde wejście tutaj :*
Subskrybuj:
Posty (Atom)