Żaden z chłopców nie wiedział co się dzieje z Zayn'em. Bali się, że jeżeli pójdą do szpitala może być tak, ze nie wpuszczą ich do sali. Ale przecież kto zna Zayn'a ten zna ich muszą i ich wpuścić! Ale nie to najgorsze... Najgorsze jest to, że nie wiedzą w jakim stanie zobaczą ich bad boy'ia... A co jeżeli jest podłączony do respiratora i walczy o życie?
Dojechali do szpitala. Louis ledwo zahamował a chłopaki już wypadli z samochodu potykając się o własne nogi. Z zamieszania nie mogli znaleźć wejścia. Dopiero kierowca jednej z karetek wskazal im drogę.Okazało się, że Lou zaparkował za daleko.
-W której sali leży Zayn Malik?-wykrzyknął Harry wbiegając do recepcji ślizgając się jednoczesnie na posadzce
-Chwileczkę już sprawdzam...
-Tylko proszę szybko!
-A kim pan dla niego jest?
-Nie poznaje mnie pani?Jestem Harry Styles! Jesteśmy prawie jak bracia!
-Pan Malik leży w sali 145 ale nie wiem czy może pan tam wejść.
-Ja muszę tam wejść-krzyknął biegnąc już w stronę windy
Pielęgniarka chciała zatrzymać loczka ale w tym momencie weszła reszta chłopców i kobieta zauważyła, że im na nim zależy.
-Dziękujemy pani-uśmiechnął się przez łzy Niall.
Po dwóch minutach cała czwórka siedziała w windzie. Dojechali na trzecie piętro budynku i na trzęsących się nogach wyszli na korytarz. Teraz pozostało im znaleźć salę. Ale los nie był po ich stronie. Zdaniem Louisa numery na drzwiach układał tu ktoś, kto pewnie był na ostrym kacu.
W końcu znaleźli salę numer 145.
~perspektywa Liam'a~
Szedłem pierwszy. Wychodziło na to, że to ja musiałem otworzyć drzwi i wejść tam na początku. Bałem się... i to bardzo. Uchyliłem kawałek drzwi i zajrzałem do środka.
-O matko- wyszeptałem a moje policzki po raz kolejny zalał potok łez.
Leżał tam. Był cały biały zupełnie taki, jakby uszło z niego życie. Wszedłem powoli do sali a za mną chłopcy. Teraz wszyscy staliśmy tam i wycieraliśmy i tak całe spuchnięte już oczy. Żaden z nas nie zauważył jak do sali wszedł lekarz.
-Od kiedy go przywieźliśmy się nie obudził. Ale dla nas liczy się to, że jego serce pracuje i narazie nie będziemy odłączać go od respiratora, bo jest duża szansa na to, że się obudzi.
-Jak duża?-zapytałem
-Myślę, że 85%
-To dużo.
-Bardzo. Pozostaje tylko pytanie kiedy się obudzi.
-Oby jak najszybciej
-My również mamy taką nadzieję.
~normalna perspektywa~
-A co mu się tak dokładnie stało panie doktorze?-zapytał Louis
-Tak dokładnie to nie wiem. Wiemy tylko tyle, że szedł chodnikiem, padał deszcz. Auto wpadł w poslizg i uderzyło w niego. Stracił dużo krwi ale dojechaliśmy na czas.
-A miało być tak pięknie...Te ich bliźniaki o których nie zdążył się dowiedzieć...
-A z kim on ma te dzieci?
-Z Dianą Collins
-Ona była u mnie kilka dni temu...-posępniał lekarz
-Coś nie tak? Czemu zmienił pan ton?
-Tego powinniście dowiedzieć się już od niej.-i wyszedł z sali
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz