Translate

wtorek, 28 maja 2013

Rozdział 25

Wszystkich bardzo zdziwiło zachowanie lekarza. No bo jakim cudem u lekarza, który opatruje ludzi po wypadkach przyjął kobietę w ciąży?!
-wiecie co chodzimy do recepcji-zapropo​nował Liam
-idźcie ja tu zostanę-wyszepta​ł Niall
-ale przecież...
-idźcie tam. Proszę.

-dobrze. Tylko zejdz zaraz do nas
-okej.
~perspektywa Nialla~
Nie mogłem uwierzyć... Leżał tu praktycznie bez żadnych oznak życia.

Gdyby nie było tutaj tych pikających maszynek pomyślałbym, że naprawdę nie żyje.wziąłem jego dłoń i ścisnąłem ją. Była taka zimna. I taka delikatna... Bałem się, że coś mu zrobię ale wiedziałem, że Zayn zawsze był silny. Postanowiłem zejść na dół do chłopaków. Na dole zobaczyłem ich bardzo smutnych jak i zamyślonych.
Zupełnie nie wiedziałem o co chodzi.
-chłopaki coś się stało?
-nie to nie może być tak...
-Liam ale co?
-Diana... wujek...dzieci..​.
Liam rzucał hasłami i ja wyłapywałem tylko niektóre słowa, bo mówił tak, jakby za chwilę miał wydać ostatnie tchnienie.

-Harry może ty mi coś powiesz?
-no bo Diana... Ona
-człowieku skup się i to powiedz!-nie wytrzymałem i krzyknąłem.
-myślę, że będzie lepiej jak porozmawiamy o tym w domu-powiedział Lou a ja aż się zatrzęsłem ze złości.

To chyba nie takie trudne powiedzieć mi jedno krótkie zdanie...Ale trudno mus to mus. Wyszedłem pierwszy ze szpitala, oparłem się o maskę samochodu i czekałem na wlokących się chłopaków. Gdy nareszcie dotarli do auta Lou wpuścił nas do środka i po chwili ruszyliśmy w drogę powrotną. Przez całe te nerwy zgłodniałem ale na szczęście miałem zapas w lodówce samochodowej no bo skoro jest teraz Daria to jedzenia musi być więcej. Uśmiechnąłem się delikatnie na myśl o niej. Teraz żałuję, że nie pojechaliśmy do Polski. Wtedy poznałbym ją wcześniej. No ale przeznaczenie wie co robi w końcu się znaleźliśmy. I muszę przyznać, że nie widziałem, że dwoje ludzi może łączyć aż tak wiele! Ale po spotkaniu jej wiem, że to możliwe. 
Jadąc pogrążyłem się w myślach. Nawet nie zauważyłem, że dzwonił mój telefon dopiero Louis widząc moje zamyślenie puknął mnie w bok, czym przywrócił mnie do obecnych. Wyjąłem telefon i zobaczyłem kto dzwoni. No tak kto inny-uśmiechnąłe​m się pod nosem, ale na tyle mocno, że Louis to zauważył.
-odbierz pewnie się martwi.

-no pewnie tak...
-no to odbieraj, bo się przestraszy i zamiast siedzieć w domu pojedzie do szpitala.
-no fakt... Cześć słoneczko-rozpoc​ząłem rozmowę z dziewczyną.

Rozmawialiśmy krótko a ona wypytała mnie o te najistotniejsze rzeczy.
~normalna perspektywa~
chłopcy jechali bardzo ostrożnie. Parę razy próbowali zacząć jakąś rozmowę ale nie wychodziło im to. W końcu dojechali do domu. Wysiedli z auta. Harry zasnął, więc Liam postanowił, że zaniesie go do domu na rękach. Otworzyli drzwi a w środku czekała na nich nie mała niespodzianka...​

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz