Siedziałem w szpitalu. Samotny. Rozstałem się z dziewczyną. Mam wszystkiego dosyć!
Nie chciałem być dalej w tym cholernym szpitalu. Po 3 dniach pobytu w nim czułem się dobrze i poprosiłem o zwolnienie mnie do domu.
Wziąłem wszystkie moje rzeczy i udałem się do domu. Zastałem tak wspaniałe przyjęcie powitalne. Wszyscy byli w świetnych nastrojach. Kochałem ich za to.
-Mmmm jakie dobre ciasto. Dawno takiego nie jadłem. kto piekł?
-Darlene-odpowiedział mi blondyn
-Darlene?-zapytałem zdezorientowany-Masz kogoś nowego?-aż wyplułem ciasto
-Nie-zaśmiał się.-To Daria tylko po naszemu
-Jak po naszemu?
-No po angielsku matołku.
-Nie jestem matołkiem..
-Dobrze przepraszam Cię-Harry podszedł do mnie i przytulił bardzo mocno-Stary nawet nie wiesz jak bardzo się ciesze, że żyjesz.
-Ja też Hazz. Ja tez.
-Wiesz...mamy dla Ciebie małą niespodziankę.
-Jaką?-usiadł zaciekawiony
-Zaprosiliśmy kogoś jeszcze
-Kogo?
-Suzanne
-Tą dziewczynę ze szpitala?
-Tak właśnie tą.
Wstając z fotela aż podskoczył. Wiedziałam, ze się ucieszy. Uwielbiam sprawiać, że bliskie mi osoby sa szczęśliwe.
Niall podszedł do mnie i objął mnie w talii.
-Niedługo powinna być-powiedział cicho.
-Idź na górę i się przebież. Chyba nie chcesz zrobić na niej złego wrażenia?
Jak oparzony pobiegł na górę. Było słychać tylko trzask drzwiami i to jak wywala rzeczy z szafek w poszukiwaniu tego najlepszego zestawu. Chłopaki cały czas się z niego śmiali.
-Nie wierzę, że Diana mogła tak postąpić wobec tak wspaniałego chłopaka. I pomyśleć, że uważałam ją za przyjaciółkę.-w moich oczach pojawiły się łzy
-Nie martw się skarbie ona nie była warta ani Twojej przyjaźni ani miłości Zayn'a. Teraz jej nie ma. I nigdy nie będzie.
-Wiem Niall ale to tak cholernie boli jak zraniła Cię tak bliska Twojemu sercu osoba-po moich policzkach popłynęły łzy.
-Teraz Zayn będzie szczęśliwy. Z Suzanne.
-Tak myślisz?
-Jestem tego pewny
-Jak można się tak długo ubierać?
-Wiesz...To Zayn i to przed spotkaniem z dziewczyna jego marzeń-zaśmiała się Lou
-Mam nadzieję, że onanie robi tego dla pieniędzy ani sławy.
-Na pewno nie. Znam ją dość długo i jest dobrą dziewczyną
-Skąd ją znasz?-zapytała dociekliwie Louise
-Chodziłem z nią do szkoły.
Nagle nastała cisza, bo usłyszeliśmy jak Zayn schodzi po schodach.
-No to ten...Pomógłby mi ktoś zawiązać krawat? mam mały kłopot...
-Ja pomogę-Dar zerwała się z miejsca i podbiegła do mulata i po kilku sekundach krawat był pięknie zawiązany
-Nie wiedziałem, ze tak potrafisz-powiedziałem z podziwem
-A widzisz musisz się o mnie wiele nauczyć.
-E tam wolę uczyć się o Lou
-Serio? O mnie?-powiedział zaskoczony Louis
-Niee głuptasie o Louise.
I właśnie w tym momencie zadzwonił dzwonek do drzwi. Zerwałem się i poszedłem otworzyć.
-Jej Suzanne jak Ty pięknie wyglądasz.
Była ubrana w białą sukienkę obszytą koronką(tak to się mówi? Nie jestem ekspertem w sprawie ubrań) Do tego czarne baleriny. Na jej ramiona swobodnie opadały włosy układające się w delikatne loczki.
-dziękuję bardzo-odpowiedziała
-No Horan bo się zakochasz-zażartował Liam
-Zayn i Darlene by chyba tego nie chcieli.
-No wiesz... Jakby on i ona to ja i Zayn...
-Nie ma takiej opcji!-krzyknąłem i podbiegłem do ukochanej
-Wiedziałam-powiedziała i cmoknęła mnie w policzek
Obejmowałem ją w talii. Uwielbiam ją tak przytulać. Czuję się wtedy jakbym trzymał w rękach cały mój świat.
-No to co? Idziemy?-zapytał Zayn, po czy wziął Suz pod rękę
-Jasne.
-A wy?-skierował się do nas
-Zayn to jest wasze spotkanie nie całej bandy. Bawcie się dobrze.
Każdy z nas podszedł do nich i mocno ich uściskał. Już po chwili szli razem dość pustymi ulicami Londynu.
Translate
czwartek, 20 czerwca 2013
wtorek, 18 czerwca 2013
Rozdział 27
-Zayn...-powtórzyła cicho Diana-Ja przepraszam.
Rozpłakała się. Tak zwyczajnie. Jak małe dziecko.
-Wybacz nie umiem utrzymywać tego wszystkiego dalej w tajemnicy.-zaszlochała cicho.
Wszyscy, którzy przyjechali z nią do szpitala obserwowali wszystko przez szybę. Nie wiedzieli co się tam dzieje.
-No bo...Ja... Oh Zayn ja nie chciałam, żeby Tobie cokolwiek się stało! Wybacz mi proszę.
Dziewczyna ucichła. W sali było słychać tylko pikanie jednej z maszyn, do których był podpięty Malik.
-Ja...Wybacz mi, ale muszę Ci to powiedzieć. Bliźniaki to nie Twoje dzieci...Przepraszam, że tyle czasu Cię okłamywałam.
~Zayn~
Chciałem otworzyć oczy, ale czułem jakbym miał do nich przywiązane 100 kilogramowe ciężarki.
Jedyne, co mi się udało to słuchanie. Gdy się obudziłem usłyszałem zdanie, które zrujnowało moje życie.
-Ja...Wybacz mi, ale muszę Ci to powiedzieć. Bliźniaki to nie Twoje dzieci...Przepraszam, że tyle czasu Cię okłamywałam.
-Wyjdź stąd-powiedziałem oschle.
-Ale Zayn pozwól mi...
-Wyjdź!-warknąłem
Kręciło mi się w głowie i było mi niedobrze, ale najgorszy z dolegliwości fizycznych był ból głowy, bo nie mogłem się ruszyć.
Jednak bardziej bolało mnie to, że kobieta, którą kochałem okłamywała mnie przez tak długi czas. Chroniłem ją przed tym psychopatą Brian'em i starałem się jak mogłem, żeby była szczęśliwa a ona nagle wyskakuje mi z tekstem, że to nie są moje dzieci.
Wykrzywiłem się. Nie chciałem dzisiaj już z nikim rozmawiać. Ale jak na złość chłopaki wparowali do sali.
-Zayn! Ty żyjesz!
-Jak się martwiłem!
-Obudziłeś się!
Krzyczeli jeden przez drugiego, a ja nie słyszałem własnych myśli.
-Możecie się choć na chwilę zamknąć?!-krzyknąłem i zakręciło mi się w głowie.
-Przepraszamy Zayn-wybełkotał loczek i usiadł obok
-Chłopaki wybaczcie, ale chcę, żebyście wyszli.
-Czemu? Coś nie tak?-zapytał Liam
-Jeszcze pytasz? Właśnie się dowiedziałem, że przez cały czas byłem oszukiwany i wykorzystywany!
-Ale jak to?
-Normalnie! Bliźniaki to nie moje dzieci a Diana była ze mną tylko dla sławy i pieniędzy!-rozpłakałem się.
-Przecież to nie prawda...
-Właśnie prawda. Ona sama tu była i to powiedziała. Myślała, że jak będzie to mówiła, to dalej będę w śpiączce i nie będę niczego słyszał a ja się wtedy obudziłem i kazałem jej opuścić to miejsce i moje życie. Na zawsze.
~normalna perspektywa~
-Ale przecież...
-Czy wszystko w porządku panie Malik?-do sali weszła średniego wzrostu kobieta o blond włosach ubrana w biały fartuch.
-No ja...Myślę, że tak.
-Panowie obawiam się, że musicie iść. Czas odwiedzin się kończy.
-Dobrze do zobaczenia Zayn.
Każdy z chłopców po kolei podszedł do mulata i przytulił go.
-A ten...Jak ma pani na imię?
-Jestem Suzanne pomagam tu pielęgniarkom. Ale...czemu płakałeś?
-Bo przed chwilą się dowiedziałem, że przez długi czas byłem traktowany jak zabawka.
-Opowiesz mi o tym?
-O tej sytuacji?
-O całym czasie spotykania się z nią.
Razem rozmawiali do bardzo, bardzo późna. W pewnym momencie Suzanne spojrzała na zegarek.
-Ojejku! Zaraz 1 w nocy. Musze uciekać do domu.
-Jedziesz autobusem?
-Oczywiście, że nie. Zamówię taksówkę. Do zobaczenia jutro Zayn. Miło mi się z Tobą rozmawiało.-uśmiechnęła się i wyszła z sali.
~Suzanne~
Ten Zayn jest bardzo miły. Myślałam, ze gwiazdy są bardziej rozpieszczone. Szkoda mi go. Przecież to bardzo uprzejmy i bardzo przystojny chłopak.
-Jak tamta dziewczyna mogła go wykorzystywać? To jest przecież nienormalne.
Zamówiłam taksówkę i czekałam na jej przyjazd. Spojrzałam w okno sali Zayn'a. Zobaczyłam tam sylwetkę mężczyzny. Tak to był on patrzył, czy taksówka przyjechała. Od okna odszedł dopiero jak wsiadłam do środka. Jechałam do domu szybko, bo 10 minut i od razu rzuciłam się na łóżko.
"Już jestem w domu nie martw się :))"
"Bardzo się cieszę :)"
Leżąc długo o nim myślałam aż w końcu zasnęłam.
~W tamtym czasie w domu~
-Martwię się o Zayn'a-zaczął Lou
-Nie tylko Ty-potwierdził Harry
-Mam nadzieję, że nie załamie się za bardzo po tym wszystkim.
-Biedaczek-powiedziała cicho Louise
-Ale ta pielęgniarka co weszła do jego sali to nawet fajna była-loczek poruszył znacząco brwiami po czym spojrzał na Louise a ta aż się zrobiła czerwona.
-To może sobie do niej idź-burknęła i podeszła do Niall'a, który siedział przy laptopie-Co robisz?
-A tak sobie patrzę. Lou myślisz, że to będzie dobre?
-Zdecydowanie jej się spodoba.
-Daria chodź na chwilę.
-Co się stało?
-Tak sobie siedziałem na internecie
-W internecie-poprawiła go Daria
-Dobra w internecie i... znalazłem angielską odmianę Twojego imienia.-zawołał zadowolony
-Oooo jaką?
-Darlene podoba Ci się?
-Bardzo dziękuję!-powiedziała i cmoknęła chłopaka w policzek.
-Podziękuj Louise ona mi pomogła
-Oj tam tylko powiedziałam, że Ci się spodoba...
-Jest świetne dziękuję-przytuliła ją
-A więc kochani od dzisiaj Daria to Darlene!-krzyknął Niall na cały dom a chwilę po tym dało się słyszeć brawa i krzyki reszty domowników.
Rozpłakała się. Tak zwyczajnie. Jak małe dziecko.
-Wybacz nie umiem utrzymywać tego wszystkiego dalej w tajemnicy.-zaszlochała cicho.
Wszyscy, którzy przyjechali z nią do szpitala obserwowali wszystko przez szybę. Nie wiedzieli co się tam dzieje.
-No bo...Ja... Oh Zayn ja nie chciałam, żeby Tobie cokolwiek się stało! Wybacz mi proszę.
Dziewczyna ucichła. W sali było słychać tylko pikanie jednej z maszyn, do których był podpięty Malik.
-Ja...Wybacz mi, ale muszę Ci to powiedzieć. Bliźniaki to nie Twoje dzieci...Przepraszam, że tyle czasu Cię okłamywałam.
~Zayn~
Chciałem otworzyć oczy, ale czułem jakbym miał do nich przywiązane 100 kilogramowe ciężarki.
Jedyne, co mi się udało to słuchanie. Gdy się obudziłem usłyszałem zdanie, które zrujnowało moje życie.
-Ja...Wybacz mi, ale muszę Ci to powiedzieć. Bliźniaki to nie Twoje dzieci...Przepraszam, że tyle czasu Cię okłamywałam.
-Wyjdź stąd-powiedziałem oschle.
-Ale Zayn pozwól mi...
-Wyjdź!-warknąłem
Kręciło mi się w głowie i było mi niedobrze, ale najgorszy z dolegliwości fizycznych był ból głowy, bo nie mogłem się ruszyć.
Jednak bardziej bolało mnie to, że kobieta, którą kochałem okłamywała mnie przez tak długi czas. Chroniłem ją przed tym psychopatą Brian'em i starałem się jak mogłem, żeby była szczęśliwa a ona nagle wyskakuje mi z tekstem, że to nie są moje dzieci.
Wykrzywiłem się. Nie chciałem dzisiaj już z nikim rozmawiać. Ale jak na złość chłopaki wparowali do sali.
-Zayn! Ty żyjesz!
-Jak się martwiłem!
-Obudziłeś się!
Krzyczeli jeden przez drugiego, a ja nie słyszałem własnych myśli.
-Możecie się choć na chwilę zamknąć?!-krzyknąłem i zakręciło mi się w głowie.
-Przepraszamy Zayn-wybełkotał loczek i usiadł obok
-Chłopaki wybaczcie, ale chcę, żebyście wyszli.
-Czemu? Coś nie tak?-zapytał Liam
-Jeszcze pytasz? Właśnie się dowiedziałem, że przez cały czas byłem oszukiwany i wykorzystywany!
-Ale jak to?
-Normalnie! Bliźniaki to nie moje dzieci a Diana była ze mną tylko dla sławy i pieniędzy!-rozpłakałem się.
-Przecież to nie prawda...
-Właśnie prawda. Ona sama tu była i to powiedziała. Myślała, że jak będzie to mówiła, to dalej będę w śpiączce i nie będę niczego słyszał a ja się wtedy obudziłem i kazałem jej opuścić to miejsce i moje życie. Na zawsze.
~normalna perspektywa~
-Ale przecież...
-Czy wszystko w porządku panie Malik?-do sali weszła średniego wzrostu kobieta o blond włosach ubrana w biały fartuch.
-No ja...Myślę, że tak.
-Panowie obawiam się, że musicie iść. Czas odwiedzin się kończy.
-Dobrze do zobaczenia Zayn.
Każdy z chłopców po kolei podszedł do mulata i przytulił go.
-A ten...Jak ma pani na imię?
-Jestem Suzanne pomagam tu pielęgniarkom. Ale...czemu płakałeś?
-Bo przed chwilą się dowiedziałem, że przez długi czas byłem traktowany jak zabawka.
-Opowiesz mi o tym?
-O tej sytuacji?
-O całym czasie spotykania się z nią.
Razem rozmawiali do bardzo, bardzo późna. W pewnym momencie Suzanne spojrzała na zegarek.
-Ojejku! Zaraz 1 w nocy. Musze uciekać do domu.
-Jedziesz autobusem?
-Oczywiście, że nie. Zamówię taksówkę. Do zobaczenia jutro Zayn. Miło mi się z Tobą rozmawiało.-uśmiechnęła się i wyszła z sali.
~Suzanne~
Ten Zayn jest bardzo miły. Myślałam, ze gwiazdy są bardziej rozpieszczone. Szkoda mi go. Przecież to bardzo uprzejmy i bardzo przystojny chłopak.
-Jak tamta dziewczyna mogła go wykorzystywać? To jest przecież nienormalne.
Zamówiłam taksówkę i czekałam na jej przyjazd. Spojrzałam w okno sali Zayn'a. Zobaczyłam tam sylwetkę mężczyzny. Tak to był on patrzył, czy taksówka przyjechała. Od okna odszedł dopiero jak wsiadłam do środka. Jechałam do domu szybko, bo 10 minut i od razu rzuciłam się na łóżko.
"Już jestem w domu nie martw się :))"
"Bardzo się cieszę :)"
Leżąc długo o nim myślałam aż w końcu zasnęłam.
~W tamtym czasie w domu~
-Martwię się o Zayn'a-zaczął Lou
-Nie tylko Ty-potwierdził Harry
-Mam nadzieję, że nie załamie się za bardzo po tym wszystkim.
-Biedaczek-powiedziała cicho Louise
-Ale ta pielęgniarka co weszła do jego sali to nawet fajna była-loczek poruszył znacząco brwiami po czym spojrzał na Louise a ta aż się zrobiła czerwona.
-To może sobie do niej idź-burknęła i podeszła do Niall'a, który siedział przy laptopie-Co robisz?
-A tak sobie patrzę. Lou myślisz, że to będzie dobre?
-Zdecydowanie jej się spodoba.
-Daria chodź na chwilę.
-Co się stało?
-Tak sobie siedziałem na internecie
-W internecie-poprawiła go Daria
-Dobra w internecie i... znalazłem angielską odmianę Twojego imienia.-zawołał zadowolony
-Oooo jaką?
-Darlene podoba Ci się?
-Bardzo dziękuję!-powiedziała i cmoknęła chłopaka w policzek.
-Podziękuj Louise ona mi pomogła
-Oj tam tylko powiedziałam, że Ci się spodoba...
-Jest świetne dziękuję-przytuliła ją
-A więc kochani od dzisiaj Daria to Darlene!-krzyknął Niall na cały dom a chwilę po tym dało się słyszeć brawa i krzyki reszty domowników.
sobota, 1 czerwca 2013
Rozdział 26
Weszli do domu a tam... Na kanapie leżała zapłakana Diana a obok niej Louise i Daria.
-Diana...Czy to co usłyszeliśmy to prawda?
-Zależy co usłyszeliście.
-No...że to prawdopodobnie nie są dzieci Zayna.
-Daj mi to wszystko wytłumaczyć
W tym momencie zadzwonił dzwonek do drzwi.
-Otworzę-powiedział Liam i poszedł do drzwi.-Co ty tu...
To był Brian. Na jego twarzy malowała się złość.
-Przyszedłem tylko po to, żeby wyjaśnić pewną sprawę
Wszedł do domu. I momentalnie podszedł do Diany. Podniósł rękę z widocznym zamiarem uderzenia jej, ale był tam Harry i złapał go w dobrym momencie.
-Nie tak szybko chłoptasiu...
-Bo co?Nie będzie mi tu suka wymyślała!
-Ogarnij się chłopcze i porozmawiajmy jak normalni ludzie-skomentowała Louise
-On nie jest normalny-wymruczał Harry
-Ja nie jestem normalny? To ona jest nienormalna!
-Ale czemu człowieku?
-Bo ta oto kobieta wymyśla, że niby jestem ojcem jej dzieci.-wskazał Brian
-A nie jesteś?
-W stu procentach nie jestem! A tak w ogóle to gdzie ten jej rycerzyk?
-Właśnie gdzie jest Zayn?
-Diana on...jest w szpitalu. W śpiączce.
-Cooo?! Jak to?-rozpłakała się.
-Jak wracał ze spaceru uderzyło w niego auto. Stracił dużo krwi. Leży w sali cały blady podłączony do mnóstwa maszyn...-wyszeptał Niall roniąc łzę.
-Muszę do niego jechać-powiedziała wstając z kanapy.
-Jeszcze nie skończyłem-powiedział Brian łapiąc Dianę za nadgarstek. A ona aż syknęła z bólu.
-Ale ja skończyłam. Zostaw mnie! Muszę tam teraz być on mnie potrzebuje!
Założyła buty kurtkę i wybiegła z domu ciągnąc za sobą Louisa. Jechali dłużej niż zwykle a dla Diany czas ciągnął się jeszcze wolniej. Wreszcie dotarli do szpitala. Diana wbiegła do szpitala i nie pytając o nic recepcjonistki pobiegła do windy, bo wiedziała, że jej ukochany leży w sali numer 145. Pielęgniarka chciała zareagować, ale zobaczyła wchodzącego Louisa.
-To jego dziewczyna-rzucił szybko i pobiegł za Dianą.
Szli szpitalnymi korytarzami szukając sali 145. Gdy dotarli do niej Louis złapał Dianę za ramiona i powiedział patrząc jej prosto w oczy:
-Posłuchaj cokolwiek tam zobaczysz nie płacz. On teraz potrzebuje wsparcia a nie Twoich łez.
-Postaram się-powiedziała Di
Delikatnie uchyliła drzwi i zajrzała do środka. Zobaczyła niewiele a w jej oczach juz zebrały się łzy. Zamrugała szybko, żeby nie poleciały po policzkach i weszła do pokoiku. Właśnie takiego widoku się bała. Nie wiedziała jak ma się tam zachowywać, żeby nic nie zrobić.
~perspektywa Diany~
Leżał. Wydawał się taki bezbronny. Jego ciało było takie blade, bardzo nienaturalnie jak na mulata o ciemnej karnacji. Chciałam powiedzieć Mu prawdę, ale nie wiedziałam jak to zacząć. Miałam tylko nadzieję, że się wtedy nie obudzi.
-Zayn...
-Diana...Czy to co usłyszeliśmy to prawda?
-Zależy co usłyszeliście.
-No...że to prawdopodobnie nie są dzieci Zayna.
-Daj mi to wszystko wytłumaczyć
W tym momencie zadzwonił dzwonek do drzwi.
-Otworzę-powiedział Liam i poszedł do drzwi.-Co ty tu...
To był Brian. Na jego twarzy malowała się złość.
-Przyszedłem tylko po to, żeby wyjaśnić pewną sprawę
Wszedł do domu. I momentalnie podszedł do Diany. Podniósł rękę z widocznym zamiarem uderzenia jej, ale był tam Harry i złapał go w dobrym momencie.
-Nie tak szybko chłoptasiu...
-Bo co?Nie będzie mi tu suka wymyślała!
-Ogarnij się chłopcze i porozmawiajmy jak normalni ludzie-skomentowała Louise
-On nie jest normalny-wymruczał Harry
-Ja nie jestem normalny? To ona jest nienormalna!
-Ale czemu człowieku?
-Bo ta oto kobieta wymyśla, że niby jestem ojcem jej dzieci.-wskazał Brian
-A nie jesteś?
-W stu procentach nie jestem! A tak w ogóle to gdzie ten jej rycerzyk?
-Właśnie gdzie jest Zayn?
-Diana on...jest w szpitalu. W śpiączce.
-Cooo?! Jak to?-rozpłakała się.
-Jak wracał ze spaceru uderzyło w niego auto. Stracił dużo krwi. Leży w sali cały blady podłączony do mnóstwa maszyn...-wyszeptał Niall roniąc łzę.
-Muszę do niego jechać-powiedziała wstając z kanapy.
-Jeszcze nie skończyłem-powiedział Brian łapiąc Dianę za nadgarstek. A ona aż syknęła z bólu.
-Ale ja skończyłam. Zostaw mnie! Muszę tam teraz być on mnie potrzebuje!
Założyła buty kurtkę i wybiegła z domu ciągnąc za sobą Louisa. Jechali dłużej niż zwykle a dla Diany czas ciągnął się jeszcze wolniej. Wreszcie dotarli do szpitala. Diana wbiegła do szpitala i nie pytając o nic recepcjonistki pobiegła do windy, bo wiedziała, że jej ukochany leży w sali numer 145. Pielęgniarka chciała zareagować, ale zobaczyła wchodzącego Louisa.
-To jego dziewczyna-rzucił szybko i pobiegł za Dianą.
Szli szpitalnymi korytarzami szukając sali 145. Gdy dotarli do niej Louis złapał Dianę za ramiona i powiedział patrząc jej prosto w oczy:
-Posłuchaj cokolwiek tam zobaczysz nie płacz. On teraz potrzebuje wsparcia a nie Twoich łez.
-Postaram się-powiedziała Di
Delikatnie uchyliła drzwi i zajrzała do środka. Zobaczyła niewiele a w jej oczach juz zebrały się łzy. Zamrugała szybko, żeby nie poleciały po policzkach i weszła do pokoiku. Właśnie takiego widoku się bała. Nie wiedziała jak ma się tam zachowywać, żeby nic nie zrobić.
~perspektywa Diany~
Leżał. Wydawał się taki bezbronny. Jego ciało było takie blade, bardzo nienaturalnie jak na mulata o ciemnej karnacji. Chciałam powiedzieć Mu prawdę, ale nie wiedziałam jak to zacząć. Miałam tylko nadzieję, że się wtedy nie obudzi.
-Zayn...
wtorek, 28 maja 2013
Rozdział 25
Wszystkich bardzo zdziwiło zachowanie lekarza. No bo jakim cudem u lekarza, który opatruje ludzi po wypadkach przyjął kobietę w ciąży?!
-wiecie co chodzimy do recepcji-zaproponował Liam
-idźcie ja tu zostanę-wyszeptał Niall
-ale przecież...
-idźcie tam. Proszę.
-dobrze. Tylko zejdz zaraz do nas
-okej.
~perspektywa Nialla~
Nie mogłem uwierzyć... Leżał tu praktycznie bez żadnych oznak życia.
Gdyby nie było tutaj tych pikających maszynek pomyślałbym, że naprawdę nie żyje.wziąłem jego dłoń i ścisnąłem ją. Była taka zimna. I taka delikatna... Bałem się, że coś mu zrobię ale wiedziałem, że Zayn zawsze był silny. Postanowiłem zejść na dół do chłopaków. Na dole zobaczyłem ich bardzo smutnych jak i zamyślonych.
Zupełnie nie wiedziałem o co chodzi.
-chłopaki coś się stało?
-nie to nie może być tak...
-Liam ale co?
-Diana... wujek...dzieci...
Liam rzucał hasłami i ja wyłapywałem tylko niektóre słowa, bo mówił tak, jakby za chwilę miał wydać ostatnie tchnienie.
-Harry może ty mi coś powiesz?
-no bo Diana... Ona
-człowieku skup się i to powiedz!-nie wytrzymałem i krzyknąłem.
-myślę, że będzie lepiej jak porozmawiamy o tym w domu-powiedział Lou a ja aż się zatrzęsłem ze złości.
To chyba nie takie trudne powiedzieć mi jedno krótkie zdanie...Ale trudno mus to mus. Wyszedłem pierwszy ze szpitala, oparłem się o maskę samochodu i czekałem na wlokących się chłopaków. Gdy nareszcie dotarli do auta Lou wpuścił nas do środka i po chwili ruszyliśmy w drogę powrotną. Przez całe te nerwy zgłodniałem ale na szczęście miałem zapas w lodówce samochodowej no bo skoro jest teraz Daria to jedzenia musi być więcej. Uśmiechnąłem się delikatnie na myśl o niej. Teraz żałuję, że nie pojechaliśmy do Polski. Wtedy poznałbym ją wcześniej. No ale przeznaczenie wie co robi w końcu się znaleźliśmy. I muszę przyznać, że nie widziałem, że dwoje ludzi może łączyć aż tak wiele! Ale po spotkaniu jej wiem, że to możliwe.
Jadąc pogrążyłem się w myślach. Nawet nie zauważyłem, że dzwonił mój telefon dopiero Louis widząc moje zamyślenie puknął mnie w bok, czym przywrócił mnie do obecnych. Wyjąłem telefon i zobaczyłem kto dzwoni. No tak kto inny-uśmiechnąłem się pod nosem, ale na tyle mocno, że Louis to zauważył.
-odbierz pewnie się martwi.
-no pewnie tak...
-no to odbieraj, bo się przestraszy i zamiast siedzieć w domu pojedzie do szpitala.
-no fakt... Cześć słoneczko-rozpocząłem rozmowę z dziewczyną.
Rozmawialiśmy krótko a ona wypytała mnie o te najistotniejsze rzeczy.
~normalna perspektywa~
chłopcy jechali bardzo ostrożnie. Parę razy próbowali zacząć jakąś rozmowę ale nie wychodziło im to. W końcu dojechali do domu. Wysiedli z auta. Harry zasnął, więc Liam postanowił, że zaniesie go do domu na rękach. Otworzyli drzwi a w środku czekała na nich nie mała niespodzianka...
-wiecie co chodzimy do recepcji-zaproponował Liam
-idźcie ja tu zostanę-wyszeptał Niall
-ale przecież...
-idźcie tam. Proszę.
-dobrze. Tylko zejdz zaraz do nas
-okej.
~perspektywa Nialla~
Nie mogłem uwierzyć... Leżał tu praktycznie bez żadnych oznak życia.
Gdyby nie było tutaj tych pikających maszynek pomyślałbym, że naprawdę nie żyje.wziąłem jego dłoń i ścisnąłem ją. Była taka zimna. I taka delikatna... Bałem się, że coś mu zrobię ale wiedziałem, że Zayn zawsze był silny. Postanowiłem zejść na dół do chłopaków. Na dole zobaczyłem ich bardzo smutnych jak i zamyślonych.
Zupełnie nie wiedziałem o co chodzi.
-chłopaki coś się stało?
-nie to nie może być tak...
-Liam ale co?
-Diana... wujek...dzieci...
Liam rzucał hasłami i ja wyłapywałem tylko niektóre słowa, bo mówił tak, jakby za chwilę miał wydać ostatnie tchnienie.
-Harry może ty mi coś powiesz?
-no bo Diana... Ona
-człowieku skup się i to powiedz!-nie wytrzymałem i krzyknąłem.
-myślę, że będzie lepiej jak porozmawiamy o tym w domu-powiedział Lou a ja aż się zatrzęsłem ze złości.
To chyba nie takie trudne powiedzieć mi jedno krótkie zdanie...Ale trudno mus to mus. Wyszedłem pierwszy ze szpitala, oparłem się o maskę samochodu i czekałem na wlokących się chłopaków. Gdy nareszcie dotarli do auta Lou wpuścił nas do środka i po chwili ruszyliśmy w drogę powrotną. Przez całe te nerwy zgłodniałem ale na szczęście miałem zapas w lodówce samochodowej no bo skoro jest teraz Daria to jedzenia musi być więcej. Uśmiechnąłem się delikatnie na myśl o niej. Teraz żałuję, że nie pojechaliśmy do Polski. Wtedy poznałbym ją wcześniej. No ale przeznaczenie wie co robi w końcu się znaleźliśmy. I muszę przyznać, że nie widziałem, że dwoje ludzi może łączyć aż tak wiele! Ale po spotkaniu jej wiem, że to możliwe.
Jadąc pogrążyłem się w myślach. Nawet nie zauważyłem, że dzwonił mój telefon dopiero Louis widząc moje zamyślenie puknął mnie w bok, czym przywrócił mnie do obecnych. Wyjąłem telefon i zobaczyłem kto dzwoni. No tak kto inny-uśmiechnąłem się pod nosem, ale na tyle mocno, że Louis to zauważył.
-odbierz pewnie się martwi.
-no pewnie tak...
-no to odbieraj, bo się przestraszy i zamiast siedzieć w domu pojedzie do szpitala.
-no fakt... Cześć słoneczko-rozpocząłem rozmowę z dziewczyną.
Rozmawialiśmy krótko a ona wypytała mnie o te najistotniejsze rzeczy.
~normalna perspektywa~
chłopcy jechali bardzo ostrożnie. Parę razy próbowali zacząć jakąś rozmowę ale nie wychodziło im to. W końcu dojechali do domu. Wysiedli z auta. Harry zasnął, więc Liam postanowił, że zaniesie go do domu na rękach. Otworzyli drzwi a w środku czekała na nich nie mała niespodzianka...
czwartek, 23 maja 2013
Rozdział 24
Żaden z chłopców nie wiedział co się dzieje z Zayn'em. Bali się, że jeżeli pójdą do szpitala może być tak, ze nie wpuszczą ich do sali. Ale przecież kto zna Zayn'a ten zna ich muszą i ich wpuścić! Ale nie to najgorsze... Najgorsze jest to, że nie wiedzą w jakim stanie zobaczą ich bad boy'ia... A co jeżeli jest podłączony do respiratora i walczy o życie?
Dojechali do szpitala. Louis ledwo zahamował a chłopaki już wypadli z samochodu potykając się o własne nogi. Z zamieszania nie mogli znaleźć wejścia. Dopiero kierowca jednej z karetek wskazal im drogę.Okazało się, że Lou zaparkował za daleko.
-W której sali leży Zayn Malik?-wykrzyknął Harry wbiegając do recepcji ślizgając się jednoczesnie na posadzce
-Chwileczkę już sprawdzam...
-Tylko proszę szybko!
-A kim pan dla niego jest?
-Nie poznaje mnie pani?Jestem Harry Styles! Jesteśmy prawie jak bracia!
-Pan Malik leży w sali 145 ale nie wiem czy może pan tam wejść.
-Ja muszę tam wejść-krzyknął biegnąc już w stronę windy
Pielęgniarka chciała zatrzymać loczka ale w tym momencie weszła reszta chłopców i kobieta zauważyła, że im na nim zależy.
-Dziękujemy pani-uśmiechnął się przez łzy Niall.
Po dwóch minutach cała czwórka siedziała w windzie. Dojechali na trzecie piętro budynku i na trzęsących się nogach wyszli na korytarz. Teraz pozostało im znaleźć salę. Ale los nie był po ich stronie. Zdaniem Louisa numery na drzwiach układał tu ktoś, kto pewnie był na ostrym kacu.
W końcu znaleźli salę numer 145.
~perspektywa Liam'a~
Szedłem pierwszy. Wychodziło na to, że to ja musiałem otworzyć drzwi i wejść tam na początku. Bałem się... i to bardzo. Uchyliłem kawałek drzwi i zajrzałem do środka.
-O matko- wyszeptałem a moje policzki po raz kolejny zalał potok łez.
Leżał tam. Był cały biały zupełnie taki, jakby uszło z niego życie. Wszedłem powoli do sali a za mną chłopcy. Teraz wszyscy staliśmy tam i wycieraliśmy i tak całe spuchnięte już oczy. Żaden z nas nie zauważył jak do sali wszedł lekarz.
-Od kiedy go przywieźliśmy się nie obudził. Ale dla nas liczy się to, że jego serce pracuje i narazie nie będziemy odłączać go od respiratora, bo jest duża szansa na to, że się obudzi.
-Jak duża?-zapytałem
-Myślę, że 85%
-To dużo.
-Bardzo. Pozostaje tylko pytanie kiedy się obudzi.
-Oby jak najszybciej
-My również mamy taką nadzieję.
~normalna perspektywa~
-A co mu się tak dokładnie stało panie doktorze?-zapytał Louis
-Tak dokładnie to nie wiem. Wiemy tylko tyle, że szedł chodnikiem, padał deszcz. Auto wpadł w poslizg i uderzyło w niego. Stracił dużo krwi ale dojechaliśmy na czas.
-A miało być tak pięknie...Te ich bliźniaki o których nie zdążył się dowiedzieć...
-A z kim on ma te dzieci?
-Z Dianą Collins
-Ona była u mnie kilka dni temu...-posępniał lekarz
-Coś nie tak? Czemu zmienił pan ton?
-Tego powinniście dowiedzieć się już od niej.-i wyszedł z sali
Dojechali do szpitala. Louis ledwo zahamował a chłopaki już wypadli z samochodu potykając się o własne nogi. Z zamieszania nie mogli znaleźć wejścia. Dopiero kierowca jednej z karetek wskazal im drogę.Okazało się, że Lou zaparkował za daleko.
-W której sali leży Zayn Malik?-wykrzyknął Harry wbiegając do recepcji ślizgając się jednoczesnie na posadzce
-Chwileczkę już sprawdzam...
-Tylko proszę szybko!
-A kim pan dla niego jest?
-Nie poznaje mnie pani?Jestem Harry Styles! Jesteśmy prawie jak bracia!
-Pan Malik leży w sali 145 ale nie wiem czy może pan tam wejść.
-Ja muszę tam wejść-krzyknął biegnąc już w stronę windy
Pielęgniarka chciała zatrzymać loczka ale w tym momencie weszła reszta chłopców i kobieta zauważyła, że im na nim zależy.
-Dziękujemy pani-uśmiechnął się przez łzy Niall.
Po dwóch minutach cała czwórka siedziała w windzie. Dojechali na trzecie piętro budynku i na trzęsących się nogach wyszli na korytarz. Teraz pozostało im znaleźć salę. Ale los nie był po ich stronie. Zdaniem Louisa numery na drzwiach układał tu ktoś, kto pewnie był na ostrym kacu.
W końcu znaleźli salę numer 145.
~perspektywa Liam'a~
Szedłem pierwszy. Wychodziło na to, że to ja musiałem otworzyć drzwi i wejść tam na początku. Bałem się... i to bardzo. Uchyliłem kawałek drzwi i zajrzałem do środka.
-O matko- wyszeptałem a moje policzki po raz kolejny zalał potok łez.
Leżał tam. Był cały biały zupełnie taki, jakby uszło z niego życie. Wszedłem powoli do sali a za mną chłopcy. Teraz wszyscy staliśmy tam i wycieraliśmy i tak całe spuchnięte już oczy. Żaden z nas nie zauważył jak do sali wszedł lekarz.
-Od kiedy go przywieźliśmy się nie obudził. Ale dla nas liczy się to, że jego serce pracuje i narazie nie będziemy odłączać go od respiratora, bo jest duża szansa na to, że się obudzi.
-Jak duża?-zapytałem
-Myślę, że 85%
-To dużo.
-Bardzo. Pozostaje tylko pytanie kiedy się obudzi.
-Oby jak najszybciej
-My również mamy taką nadzieję.
~normalna perspektywa~
-A co mu się tak dokładnie stało panie doktorze?-zapytał Louis
-Tak dokładnie to nie wiem. Wiemy tylko tyle, że szedł chodnikiem, padał deszcz. Auto wpadł w poslizg i uderzyło w niego. Stracił dużo krwi ale dojechaliśmy na czas.
-A miało być tak pięknie...Te ich bliźniaki o których nie zdążył się dowiedzieć...
-A z kim on ma te dzieci?
-Z Dianą Collins
-Ona była u mnie kilka dni temu...-posępniał lekarz
-Coś nie tak? Czemu zmienił pan ton?
-Tego powinniście dowiedzieć się już od niej.-i wyszedł z sali
wtorek, 21 maja 2013
Rozdział 23
Ani Louise ani Liam nie wiedzieli o co chodzi. Ale po minach chłopaków było widać,że są bardzo przejęci.
-Chodźcie szybko-powiedział Niall półszeptem
-Ale szybko!
-A co z Dianą?
-Będzie lepiej jeżeli zostanie tutaj.
W tym momencie Liam bardzo się przestraszył, bo wiedział, że coś nie tak z Zaynem. Zamknęli cicho drzwi i jak najszybciej zeszli na dół.
-Co się dzieje?
-Dzwonili do mnie...
-Skąd?
-No ze...
-No Harry wyduś to z siebie!
-ze szpitala-wyszeptał a po jego policzku spłynęła jedna mała łza.
-Co z nim?
-Tamta pielęgniarka nie chciała mi nic powiedzieć
-Czemu?
-Bo podobno nie jetem nikim z rodziny
-To co jedziemy tam?
-Tak ale co z Dianą?
-My zostaniemy!-powiedziały Lou i Daria jednocześnie
-A jak się obudzi to powiemy, że pojechaliście do sklepu i żeby się nie martwiła.
-Dobry plan Daria. Dobra my sie ubieramy i jedziemy narazie! i uważajcie na siebię!
~perspektywa Louisa~
Jestem najstarszy a czuję się w tym momencie jak małe dziecko, które nie umie nic zrobić. Denerwuję się jak chyba jeszcze nigdy przedtem. Niby Zayn nie jest moją rodziną ale przez te 3 lata poczułem do niego jakąś więź ale nie jak do przyjaciela...ale jak do brata. Patrzę na twarze chłopaków i widzę wymalowany na nich strach. I to bardzo widoczny. Po drodze minęła nas karetka jadąca na sygnale. każdy z nas otrząsnął się z gęsiej skórki jaką dostał. Wiedzieliśmy, że musimy przygotować się na każdy scenariusz.
A może jak zwykle ma kilka siniaków i płacze, bo mu się fryzura rozwaliła? Uśmiechnąłem się na tą myśl, z nadzieją, że właśnie ona się spełni. Ale równie dobrze może być tak, że w szpitalu walczy właśnie o życie.
Nie to nie może byc prawda! Ogarnij się Tomlinson przecież on ma wspaniałą dziewczynę i dzieci w drodze!
~perspektywa Niall'a~
Siedzę koło Louisa na fotelu pasażera i po prostu mam ochotę wyskoczyć ale wiem, że nie mogę tego zrobić. Dla Louisa, Harry'ego, Liam'a, Zayn'a, dla dziewczyn i dla mojej Darii. Siedziałem na fotelu cały zapłakany myśląc nad całą tą sytuacją. Błądziłem. Błądziłem myślami gdzieś po innym świcie szukając odpowiedzi na męczące mnie pytania. A jest ich tak wiele.Chyba na żadne w tym momencie nie znajdę odpowiedzi.
~perspektywa Liam'a~
Zawsze to ja byłem tym pocieszającym. Tak wiem ale ta sytuacja mnie przeraża. Siedzę na fotelu i płaczę...Ale wiem, że nie jestem w tym sam. Niall płacze od momentu, kiedy wpadł do pokoju Diany po mnie i Louise. Nie dziwię mu się chłopak jest bardzo uczuciowy. Czuję się strasznie zagubiony a tak wiele chciałbym wiedzieć. Czy Zayn żyje? Jak się czuje? Te dwa pytania przyprawiają mnie o zawroty głowy...
~perspektywa Harry'ego~
Ja...Ja nie wiem o czym mam myśleć. Nie ważne na co spojrzę to kojarzy mi się z moim bad boy'iem. Naszym bad boy'iem! Ten telefon był taki nagły. To był cios w plecy i to bardzo bolesny cios. Na ten moment nie umiem sie po nim podnieść...Zobaczę co przyniosą kolejne minuty, które tak niebłaganie się ciągną. Czy czasu nie da sie w jakikolwiek sposób przyspieszyć? Chcę zobaczyć, że mój Zayn ma się dobrze. Zayn...Dlaczego? Po tych słowach po moim poliku poleciała samotna łza. Tak samotna jak my razem i każdy z nas z osobna...
-Chodźcie szybko-powiedział Niall półszeptem
-Ale szybko!
-A co z Dianą?
-Będzie lepiej jeżeli zostanie tutaj.
W tym momencie Liam bardzo się przestraszył, bo wiedział, że coś nie tak z Zaynem. Zamknęli cicho drzwi i jak najszybciej zeszli na dół.
-Co się dzieje?
-Dzwonili do mnie...
-Skąd?
-No ze...
-No Harry wyduś to z siebie!
-ze szpitala-wyszeptał a po jego policzku spłynęła jedna mała łza.
-Co z nim?
-Tamta pielęgniarka nie chciała mi nic powiedzieć
-Czemu?
-Bo podobno nie jetem nikim z rodziny
-To co jedziemy tam?
-Tak ale co z Dianą?
-My zostaniemy!-powiedziały Lou i Daria jednocześnie
-A jak się obudzi to powiemy, że pojechaliście do sklepu i żeby się nie martwiła.
-Dobry plan Daria. Dobra my sie ubieramy i jedziemy narazie! i uważajcie na siebię!
~perspektywa Louisa~
Jestem najstarszy a czuję się w tym momencie jak małe dziecko, które nie umie nic zrobić. Denerwuję się jak chyba jeszcze nigdy przedtem. Niby Zayn nie jest moją rodziną ale przez te 3 lata poczułem do niego jakąś więź ale nie jak do przyjaciela...ale jak do brata. Patrzę na twarze chłopaków i widzę wymalowany na nich strach. I to bardzo widoczny. Po drodze minęła nas karetka jadąca na sygnale. każdy z nas otrząsnął się z gęsiej skórki jaką dostał. Wiedzieliśmy, że musimy przygotować się na każdy scenariusz.
A może jak zwykle ma kilka siniaków i płacze, bo mu się fryzura rozwaliła? Uśmiechnąłem się na tą myśl, z nadzieją, że właśnie ona się spełni. Ale równie dobrze może być tak, że w szpitalu walczy właśnie o życie.
Nie to nie może byc prawda! Ogarnij się Tomlinson przecież on ma wspaniałą dziewczynę i dzieci w drodze!
~perspektywa Niall'a~
Siedzę koło Louisa na fotelu pasażera i po prostu mam ochotę wyskoczyć ale wiem, że nie mogę tego zrobić. Dla Louisa, Harry'ego, Liam'a, Zayn'a, dla dziewczyn i dla mojej Darii. Siedziałem na fotelu cały zapłakany myśląc nad całą tą sytuacją. Błądziłem. Błądziłem myślami gdzieś po innym świcie szukając odpowiedzi na męczące mnie pytania. A jest ich tak wiele.Chyba na żadne w tym momencie nie znajdę odpowiedzi.
~perspektywa Liam'a~
Zawsze to ja byłem tym pocieszającym. Tak wiem ale ta sytuacja mnie przeraża. Siedzę na fotelu i płaczę...Ale wiem, że nie jestem w tym sam. Niall płacze od momentu, kiedy wpadł do pokoju Diany po mnie i Louise. Nie dziwię mu się chłopak jest bardzo uczuciowy. Czuję się strasznie zagubiony a tak wiele chciałbym wiedzieć. Czy Zayn żyje? Jak się czuje? Te dwa pytania przyprawiają mnie o zawroty głowy...
~perspektywa Harry'ego~
Ja...Ja nie wiem o czym mam myśleć. Nie ważne na co spojrzę to kojarzy mi się z moim bad boy'iem. Naszym bad boy'iem! Ten telefon był taki nagły. To był cios w plecy i to bardzo bolesny cios. Na ten moment nie umiem sie po nim podnieść...Zobaczę co przyniosą kolejne minuty, które tak niebłaganie się ciągną. Czy czasu nie da sie w jakikolwiek sposób przyspieszyć? Chcę zobaczyć, że mój Zayn ma się dobrze. Zayn...Dlaczego? Po tych słowach po moim poliku poleciała samotna łza. Tak samotna jak my razem i każdy z nas z osobna...
poniedziałek, 20 maja 2013
Rozdział 22
Wszyscy zebrali się w salonie. Nikt nie wiedział o co chodzi. No prawie nikt...
-Możecie się w końcu uciszyć? Chcę coś powiedzieć!-uciszała wszystkich Diana
-Mów nie przejmuj się. Jak będzie to coś fajnego to się od razu uciszą-uśmiechnął się Liam.
-Dobrze. A więc byłam wczoraj u lekarza...
-I co?-powiedzieli wszyscy chórem
-Mówiłem-szepnął Liam
-I dowiedziałam się czegoś...-jej oczy zaszkliły się
-Czy coś z dzieckiem?-zapytał zdenerwowany Zayn
-No w sumie to tak...
-Nie proszę tylko nie to!
Po jego policzkach poleciały łzy.Martwił się i to bardzo. Miało to być jego pierwsze dziecko i bał się, że coś mu jest albo co gorsza stracił je. Niall podszedł do niego tylko i przytulił najmocniej jak potrafił.
-Przepraszam nie mogę...-wyszedł z mieszkania zapalając papierosa.
Diana próbowała go zatrzymać ale na darmo. Wiedziała jaki ma charakter i nie zawsze był z nim łatwo.
-Co takiego się stało?
-No bo...to są bliźniaki!
-Dzwoń po Zayn'a, napisz mu sms-a albo idźcie go poszukać szybko-zawołał donośnie Harry.
Niestety w żaden sposób nie mogli się z nim skontaktować i nigdzie go nie było. Popołudnie spędzili nerwowo. W żaden sposób nie było sposób się z nim skontaktować. Albo miał wyłączony telefon albo odrzucał połączenie od przyjaciół. Ok. godziny 17 Diana dostała sms-a z wiadomością, żeby się nie martwiła ale musi pobyć trochę sam i pomyśleć nad tym wszystkim.
~perspektywa Zayn'a~
Nie mogę w to uwierzyć. Tak bardzo pragnąłem tego dziecka, wychowałbym je ale chyba nie to jest mi dane. Po moich policzkach spływały łzy a ja szedłem przed siebie zapalając kolejno papierosy. Nic nie widziałem. Dużo ludzi patrzyło na mnie pytająco ale omijałem ich, bo chciałem dojść do swojego celu bez przeszkód. Niech to szlag... Ci kierowcy powinni chociaż trochę patrzeć jak jeżdżą przecież nie są tu sami. Jestem cały mokry... I jeszcze te cholerne papierosy się skończył a ja nie mam ani grosza żeby coś kupić... Nic dzisiaj nie jest po mojej myśli. No trudno trzeba żyć dalej.
~koniec perspektywy~
-Ale on gdzieś musi być...
-Na pewno jest nie martw się Di
-Ale jest już prawie 20 jak mam się nie martwić?!
-Napisał przecież, że chce pobyć trochę sam on to źle zrozumiał.Pomyśli i wróci do domu zobaczysz.
-Tak myślisz?
-Jestem tego pewien.
-Dziękuję Ci Liam
-Nie ma sprawy. A teraz chodź już się położyć musisz dużo odpoczywać.
Liam razem z Louise poszedł do sypialni Diany i siedzieli u niej aż zasnęła rozmawiali o wielu rzeczach tych ważnych jak i całkiem głupich. W końcu Diana zasnęła ale dla pewności jeszcze chwilę tak siedzieli. W pewnym momencie do pokoju wpadli Niall i Harry bardzo zdenerwowani.
_____________________________________________________________________________
Czy podoba wam się mój nowy styl pisania? Czy lepiej zostać przy tamtym? Kocham Was i dziękuję za każde wejście tutaj :*
-Możecie się w końcu uciszyć? Chcę coś powiedzieć!-uciszała wszystkich Diana
-Mów nie przejmuj się. Jak będzie to coś fajnego to się od razu uciszą-uśmiechnął się Liam.
-Dobrze. A więc byłam wczoraj u lekarza...
-I co?-powiedzieli wszyscy chórem
-Mówiłem-szepnął Liam
-I dowiedziałam się czegoś...-jej oczy zaszkliły się
-Czy coś z dzieckiem?-zapytał zdenerwowany Zayn
-No w sumie to tak...
-Nie proszę tylko nie to!
Po jego policzkach poleciały łzy.Martwił się i to bardzo. Miało to być jego pierwsze dziecko i bał się, że coś mu jest albo co gorsza stracił je. Niall podszedł do niego tylko i przytulił najmocniej jak potrafił.
-Przepraszam nie mogę...-wyszedł z mieszkania zapalając papierosa.
Diana próbowała go zatrzymać ale na darmo. Wiedziała jaki ma charakter i nie zawsze był z nim łatwo.
-Co takiego się stało?
-No bo...to są bliźniaki!
-Dzwoń po Zayn'a, napisz mu sms-a albo idźcie go poszukać szybko-zawołał donośnie Harry.
Niestety w żaden sposób nie mogli się z nim skontaktować i nigdzie go nie było. Popołudnie spędzili nerwowo. W żaden sposób nie było sposób się z nim skontaktować. Albo miał wyłączony telefon albo odrzucał połączenie od przyjaciół. Ok. godziny 17 Diana dostała sms-a z wiadomością, żeby się nie martwiła ale musi pobyć trochę sam i pomyśleć nad tym wszystkim.
~perspektywa Zayn'a~
Nie mogę w to uwierzyć. Tak bardzo pragnąłem tego dziecka, wychowałbym je ale chyba nie to jest mi dane. Po moich policzkach spływały łzy a ja szedłem przed siebie zapalając kolejno papierosy. Nic nie widziałem. Dużo ludzi patrzyło na mnie pytająco ale omijałem ich, bo chciałem dojść do swojego celu bez przeszkód. Niech to szlag... Ci kierowcy powinni chociaż trochę patrzeć jak jeżdżą przecież nie są tu sami. Jestem cały mokry... I jeszcze te cholerne papierosy się skończył a ja nie mam ani grosza żeby coś kupić... Nic dzisiaj nie jest po mojej myśli. No trudno trzeba żyć dalej.
~koniec perspektywy~
-Ale on gdzieś musi być...
-Na pewno jest nie martw się Di
-Ale jest już prawie 20 jak mam się nie martwić?!
-Napisał przecież, że chce pobyć trochę sam on to źle zrozumiał.Pomyśli i wróci do domu zobaczysz.
-Tak myślisz?
-Jestem tego pewien.
-Dziękuję Ci Liam
-Nie ma sprawy. A teraz chodź już się położyć musisz dużo odpoczywać.
Liam razem z Louise poszedł do sypialni Diany i siedzieli u niej aż zasnęła rozmawiali o wielu rzeczach tych ważnych jak i całkiem głupich. W końcu Diana zasnęła ale dla pewności jeszcze chwilę tak siedzieli. W pewnym momencie do pokoju wpadli Niall i Harry bardzo zdenerwowani.
_____________________________________________________________________________
Czy podoba wam się mój nowy styl pisania? Czy lepiej zostać przy tamtym? Kocham Was i dziękuję za każde wejście tutaj :*
piątek, 17 maja 2013
Rozdział 21
~perspektywa Harry'ego~
Chyba pierwszy raz odkąd spotykam się z dziewczynami udało mi się powiedzieć tak odpowiedzialne słowa. Niby spotykałem się z tyloma kobietami w swoim no...dość krótkim życiu a mimo to do tej właśnie strasznie nieśmiałej dziewczyny poczułem coś więcej niż do kogokolwiek innego. Tak zdecydowanie. To była jedna z najpiękniejszych chwil mojego i jej życia. Widziałem to w jej pięknych niebieskich oczach...Chwila chwila! Niebieskich?! Przecież ona miała zielone oczy!
-Lou czy ty...czy ty nie miałaś przypadkiem zielonych oczu?
-No miałam-zarumieniła się cała.Swoją drogą uwielbiałem jak to robi-ale często ze zmianą nastroju zmenia mi się kolor oczu.
-Jak Ty to robisz?
-No w sumie to nie wiem...
-Musisz mnie tego nauczyć.Jak będę zły to wszyscy będą to widzieć w moich oczach i się nie będą zbliżać.
~perspektywa Louise~
-Musisz mnie tego nauczyć.Jak będę zły to wszyscy będą to widzieć w moich oczach i się nie będą zbliżać.
Po tych słowach jak nigdy przedtem wybuchnęłam niepohamowanym śmiechem. Chyba jeszcze nigdy mi się to nie zdarzyło swoją drogą... Ale któżby się powstrzymywał jak chłopak z burzą loków na głowie robi minę obrażonego pięciolatka i zaplata na piersiach ręcę. No napewno nie ja!
Gdy zwijałam się na podłodze ze śmiechu poczułam jak ktoś podnosi mnie. No tak nie kto inny jak Harry. Pytaniem jeszcze było gdzie chce mnie zabrać.
-Harry gdzie my...O nie! kategorycznie zabraniam! Tylko nie tam!
Pewnie każdy z was zastanawia się gdzie w tym momencie chciał wynieść mnie Harry...A więc na balkon. Tak właśnie na balkon. Nie nawidzę ich, przez mój lęk wysokości. Nigdy nie wychodzę na nie sama. Praktycznie w ogóle na balkon nie wychodzę.
-Proszę...nie...-powiedziałam i poczułam jak po moim policzku spływa pojedyncza łza tylko, że nie wiem skąd ona się tam znalazła...Nawet nie czułam, że zbiera mi się na płacz.
Ale Harry to zauważył...i poczuł.
~Harry~
Poczułem tylko, jak Lou otrząsnęła mi się na ramieniu.Czułem, ze to strach. Nie kontynuowałem wycieczki na balkon. Postawiłem dziewczynę na ziemi i zauważyłem, że ukryła twarz w dłoniach.Płakała. Odsunąłem jej ręcę i spojrzałem na twarz.Tym razem jej oczy były ciemnozielone uśmiechnąłem się delikatnie i przytuliłem Lou do swojego torsu. Czułem jak moja koszulka robi się mokra od łez. Łez, których nie chciałem, a mimo to sprawiłem, że się pojawiły. Było mi z tego powodu strasznie wstyd i zrobiło mi się głupio. Pocałowałem ją w głowę, spojrzałem w oczy i kciukiem starłem łzę spływającą po twarzy.
-Wybacz mi...Nie chciałem tego-tylko na tyle Cię stać Styles? Zawsze tak zmyślnie komplementujesz dziewczyny a teraz udało Ci się wymyśleć tak żałosne słowa? Gratulacje! Ku mojemu zdzwieniu nie płakała już tylko bardzo glęboko patrzyła mi w oczy. W odpowiedzi tylko musnęła moje usta.
~Louise~
Nie chciałam, żeby tak to się skończyło ale niestety emocje wzięły górę. Płakałam...Moczyłam mu koszulkę swoimi łzami, których tak bardzo nie chciałam. Nie wiedziałam co mogę powiedzieć albo czy po prostu wyjść z pokoju. Dałam swoim emocjom ulecieć. Przeprosił mnie niby tak niewiele a tyle może zmienić. Na mojej twarzy znowu pojawił się wielki uśmiech.
~normalna perspektywa~
Obojgu wydawała się, że nic nie może zniszczyć tak pięknej chwili. Ale niestety to, co piękne bywa krótkie. Tak też się stało z tym wspaniałym momentem. Został on przerwany. Tak to jeden z chłopców wbiegł na górę i z krzykiem otworzył drzwi.
-Szybko chodźcie na dół Diana ma dla nas jaką wielką niespodziankę!-stał chwilę w drzwiach-idziecie czy nie?-zapytał ciszej
Niestety dalej odpowiadało mu tylko tykanie zegarka na ścianie.Poszedł. Teraz Harry ponownie pocałował Lou w głowę i trzymając się za ręce wyszli z pokoju ciekawi wiadomości od Diany.
_________________________________________________________________________________
Tak tym razem postanowiłam napisać dłuższy rozdział poświęcony tylko i wyłącznie Harry'emu i Louise. Mam nadzieję, że przypadł wam do gustu. Dziękuję za każe wejście na bloga i każdy komentarz. Kocham Was! :* <3
Chyba pierwszy raz odkąd spotykam się z dziewczynami udało mi się powiedzieć tak odpowiedzialne słowa. Niby spotykałem się z tyloma kobietami w swoim no...dość krótkim życiu a mimo to do tej właśnie strasznie nieśmiałej dziewczyny poczułem coś więcej niż do kogokolwiek innego. Tak zdecydowanie. To była jedna z najpiękniejszych chwil mojego i jej życia. Widziałem to w jej pięknych niebieskich oczach...Chwila chwila! Niebieskich?! Przecież ona miała zielone oczy!
-Lou czy ty...czy ty nie miałaś przypadkiem zielonych oczu?
-No miałam-zarumieniła się cała.Swoją drogą uwielbiałem jak to robi-ale często ze zmianą nastroju zmenia mi się kolor oczu.
-Jak Ty to robisz?
-No w sumie to nie wiem...
-Musisz mnie tego nauczyć.Jak będę zły to wszyscy będą to widzieć w moich oczach i się nie będą zbliżać.
~perspektywa Louise~
-Musisz mnie tego nauczyć.Jak będę zły to wszyscy będą to widzieć w moich oczach i się nie będą zbliżać.
Po tych słowach jak nigdy przedtem wybuchnęłam niepohamowanym śmiechem. Chyba jeszcze nigdy mi się to nie zdarzyło swoją drogą... Ale któżby się powstrzymywał jak chłopak z burzą loków na głowie robi minę obrażonego pięciolatka i zaplata na piersiach ręcę. No napewno nie ja!
Gdy zwijałam się na podłodze ze śmiechu poczułam jak ktoś podnosi mnie. No tak nie kto inny jak Harry. Pytaniem jeszcze było gdzie chce mnie zabrać.
-Harry gdzie my...O nie! kategorycznie zabraniam! Tylko nie tam!
Pewnie każdy z was zastanawia się gdzie w tym momencie chciał wynieść mnie Harry...A więc na balkon. Tak właśnie na balkon. Nie nawidzę ich, przez mój lęk wysokości. Nigdy nie wychodzę na nie sama. Praktycznie w ogóle na balkon nie wychodzę.
-Proszę...nie...-powiedziałam i poczułam jak po moim policzku spływa pojedyncza łza tylko, że nie wiem skąd ona się tam znalazła...Nawet nie czułam, że zbiera mi się na płacz.
Ale Harry to zauważył...i poczuł.
~Harry~
Poczułem tylko, jak Lou otrząsnęła mi się na ramieniu.Czułem, ze to strach. Nie kontynuowałem wycieczki na balkon. Postawiłem dziewczynę na ziemi i zauważyłem, że ukryła twarz w dłoniach.Płakała. Odsunąłem jej ręcę i spojrzałem na twarz.Tym razem jej oczy były ciemnozielone uśmiechnąłem się delikatnie i przytuliłem Lou do swojego torsu. Czułem jak moja koszulka robi się mokra od łez. Łez, których nie chciałem, a mimo to sprawiłem, że się pojawiły. Było mi z tego powodu strasznie wstyd i zrobiło mi się głupio. Pocałowałem ją w głowę, spojrzałem w oczy i kciukiem starłem łzę spływającą po twarzy.
-Wybacz mi...Nie chciałem tego-tylko na tyle Cię stać Styles? Zawsze tak zmyślnie komplementujesz dziewczyny a teraz udało Ci się wymyśleć tak żałosne słowa? Gratulacje! Ku mojemu zdzwieniu nie płakała już tylko bardzo glęboko patrzyła mi w oczy. W odpowiedzi tylko musnęła moje usta.
~Louise~
Nie chciałam, żeby tak to się skończyło ale niestety emocje wzięły górę. Płakałam...Moczyłam mu koszulkę swoimi łzami, których tak bardzo nie chciałam. Nie wiedziałam co mogę powiedzieć albo czy po prostu wyjść z pokoju. Dałam swoim emocjom ulecieć. Przeprosił mnie niby tak niewiele a tyle może zmienić. Na mojej twarzy znowu pojawił się wielki uśmiech.
~normalna perspektywa~
Obojgu wydawała się, że nic nie może zniszczyć tak pięknej chwili. Ale niestety to, co piękne bywa krótkie. Tak też się stało z tym wspaniałym momentem. Został on przerwany. Tak to jeden z chłopców wbiegł na górę i z krzykiem otworzył drzwi.
-Szybko chodźcie na dół Diana ma dla nas jaką wielką niespodziankę!-stał chwilę w drzwiach-idziecie czy nie?-zapytał ciszej
Niestety dalej odpowiadało mu tylko tykanie zegarka na ścianie.Poszedł. Teraz Harry ponownie pocałował Lou w głowę i trzymając się za ręce wyszli z pokoju ciekawi wiadomości od Diany.
_________________________________________________________________________________
Tak tym razem postanowiłam napisać dłuższy rozdział poświęcony tylko i wyłącznie Harry'emu i Louise. Mam nadzieję, że przypadł wam do gustu. Dziękuję za każe wejście na bloga i każdy komentarz. Kocham Was! :* <3
wtorek, 23 kwietnia 2013
Rozdział 20
W pewnym momencie Harry obudził się, bo usłyszał krzyk. Okazało się, że to Louise. Krzyknęła, bo spadła z łóżka.
-ty zawsze musisz się tak rozpychać?
-ja się wcale nie rozpycham. Ej czekaj czekaj czy ty ze mną spałaś?
-no spałam spałam...
-a nie spałaś?
-można powiedzieć, że spałam...słuchałam tego co mówiłeś...
-o i czego się dowiedziałaś?- uśmiechnął się cwaniacko
-w sumie to tylko tego, że Niall zjadł obiad a Daria o tym nie wie. Reszta to było tylko bełkotanie.
-dobrze, że tylko to
-czemu dobrze?
-nie chciałabyś wiedzieć co mi się śniło...
-a co Ci się śniło?-zaciekawiła się Lou
-a no takie coś...
-a dokładniej?
-pamiętasz noc Nialla i Darii?-zmieszał się
-a kto nie pamięta...
-no właśnie
-to Ci się śniło...?
-no wychodzi na to, że tak
-ale, że Niall i Daria?
-nie głuptasie. Ty i ja...
-no to musiałeś mieć fajny sen...
-oj żebyś wiedziała
-nie wątpię, że Ci się podobał.
-ale nie miałbym nic przeciwko temu, żeby to było w prawdziwym świecie...
-musisz być grzeczny
-i będzie w prawdziwym świecie?-poruszył znacząco brwiami
-może tak...może nie...
-no powiedz miii
-nie powiem!
-zaraz mi wszystko pięknie wyspiewasz
-zmuś mnie...
Harry zaczął ganiać Louise po całym pokoju. Oboje głośno się przy tym śmiali.
W końcu loczek potknął się i upadł. Pociągnął za sobą Lou.
Teraz Lou leżała na chłopaku i patrzyła mu prosto w oczy. Znowu była zahipnotyzowana. Harry to wykorzystał i zaczął ją łaskotać.
-Harry przestan!
-kazałaś mi Cię zmusić więc to robię...
-ale nie tak
-a czemu...?
-no bo nie lubię jak ktoś mnie łaskocze...hahaha przestan no!
-to co mam zrobić?
-złap mnie za rękę i przejdz ze mną życie mówiąc, że będzie dobrze. Nieważne jaka to będzie sytuacja.
Harry złapał Lou za rękę i powiedział:
-obiecuje Ci to
-ty zawsze musisz się tak rozpychać?
-ja się wcale nie rozpycham. Ej czekaj czekaj czy ty ze mną spałaś?
-no spałam spałam...
-a nie spałaś?
-można powiedzieć, że spałam...słuchałam tego co mówiłeś...
-o i czego się dowiedziałaś?- uśmiechnął się cwaniacko
-w sumie to tylko tego, że Niall zjadł obiad a Daria o tym nie wie. Reszta to było tylko bełkotanie.
-dobrze, że tylko to
-czemu dobrze?
-nie chciałabyś wiedzieć co mi się śniło...
-a co Ci się śniło?-zaciekawiła się Lou
-a no takie coś...
-a dokładniej?
-pamiętasz noc Nialla i Darii?-zmieszał się
-a kto nie pamięta...
-no właśnie
-to Ci się śniło...?
-no wychodzi na to, że tak
-ale, że Niall i Daria?
-nie głuptasie. Ty i ja...
-no to musiałeś mieć fajny sen...
-oj żebyś wiedziała
-nie wątpię, że Ci się podobał.
-ale nie miałbym nic przeciwko temu, żeby to było w prawdziwym świecie...
-musisz być grzeczny
-i będzie w prawdziwym świecie?-poruszył znacząco brwiami
-może tak...może nie...
-no powiedz miii
-nie powiem!
-zaraz mi wszystko pięknie wyspiewasz
-zmuś mnie...
Harry zaczął ganiać Louise po całym pokoju. Oboje głośno się przy tym śmiali.
W końcu loczek potknął się i upadł. Pociągnął za sobą Lou.
Teraz Lou leżała na chłopaku i patrzyła mu prosto w oczy. Znowu była zahipnotyzowana. Harry to wykorzystał i zaczął ją łaskotać.
-Harry przestan!
-kazałaś mi Cię zmusić więc to robię...
-ale nie tak
-a czemu...?
-no bo nie lubię jak ktoś mnie łaskocze...hahaha przestan no!
-to co mam zrobić?
-złap mnie za rękę i przejdz ze mną życie mówiąc, że będzie dobrze. Nieważne jaka to będzie sytuacja.
Harry złapał Lou za rękę i powiedział:
-obiecuje Ci to
czwartek, 28 marca 2013
Rozdział 19
Niall i Daria przez swoje głośne odgłosy obudzili chyba już wszystkich.
Harry i Louis siedzieli w salonie i nabijali się z nich.
-Chyba już skończyli.Mogę w końcu iść do siebie...Mówię Ci mieć pokój obok Darii albo Niall'a to męka
-Nie wątpię haha
W tym momencie przez salon przeszła Louise.
Harry i Louis siedzieli w salonie i nabijali się z nich.
-Chyba już skończyli.Mogę w końcu iść do siebie...Mówię Ci mieć pokój obok Darii albo Niall'a to męka
-Nie wątpię haha
W tym momencie przez salon przeszła Louise.
-No cześć piękna-powiedział Lou
-Hej-zarumieniła się
-Ej ona jest moja!-podszedł i przytulił dziewczynę
-Hej-zarumieniła się
-Ej ona jest moja!-podszedł i przytulił dziewczynę
-Dobra dobra już sobie idę-powiedział Lou i udjąc obrażonego i jednocześnie się śmiejąc poszedł spokojnie do swojego pokoju.
-Czemu wstałaś?
-Zachciało mi się pić.A ty czemu nie śpisz?
-Tamta dwójka mnie obudziła-i zaczął się śmiać
-Czemu wstałaś?
-Zachciało mi się pić.A ty czemu nie śpisz?
-Tamta dwójka mnie obudziła-i zaczął się śmiać
-Oni chyba nie wiedzą, że ktoś tu jeszcze mieszka
-Dzisiaj chyba nie wiedzieli...
-Ale cóż młodzi są to niech korzystają
-A my nie jesteśmy młodzi?-wyszczerzył się Harry
-Dzisiaj chyba nie wiedzieli...
-Ale cóż młodzi są to niech korzystają
-A my nie jesteśmy młodzi?-wyszczerzył się Harry
-No jesteśmy...
-No to w czym problem?
-Jest środek nocy a ja wstałam tylko po to, żeby się napić i zaraz zasnę na stojąco...
-no dobraaa...-udał obrażonego i poszedł do siebie.
Louise napiła się i udała się w stronę swojego pokoju.Ale tylko w jego stronę...Uchyliła drzwi od pokoju Harry'ego.Zobaczyła, że on śpi więc położyła się obok niego, bo chciała zrobić mu jutro niespodziankę.
Harry cały czas bardzo się kręcił.Prawie zrzucił biedną Louise z łóżka.Ale bardziej zaciekawiło ją to, że całą noc gadał.Nie rozumiała wszystkiego ale bardzo dużo.
Między innymi to, że Niall potajemnie zjadł pół obiadu i żeby nie mówić o tym Darii bo będzie na niego zła.
-No to w czym problem?
-Jest środek nocy a ja wstałam tylko po to, żeby się napić i zaraz zasnę na stojąco...
-no dobraaa...-udał obrażonego i poszedł do siebie.
Louise napiła się i udała się w stronę swojego pokoju.Ale tylko w jego stronę...Uchyliła drzwi od pokoju Harry'ego.Zobaczyła, że on śpi więc położyła się obok niego, bo chciała zrobić mu jutro niespodziankę.
Harry cały czas bardzo się kręcił.Prawie zrzucił biedną Louise z łóżka.Ale bardziej zaciekawiło ją to, że całą noc gadał.Nie rozumiała wszystkiego ale bardzo dużo.
Między innymi to, że Niall potajemnie zjadł pół obiadu i żeby nie mówić o tym Darii bo będzie na niego zła.
środa, 27 marca 2013
Rozdział 18
Wieczorem wszyscy poszli do swoich pokoi. No może wszyscy... Niall zabłądził po drodze i poszedł do pokoju Darii.Nikt się nawet nie zorientował. Siedzieli razem do późna.Oboje poszli się umyć do swoich łazienek. Daria wyszła wcześniej, ogarnęła łóżko i weszła pod kołdrę żeby poczytać książkę.
W końcu przyszedł Niall.
-no jesteś w końcu. Musiałeś iść jeszcze jeść?
-ale ja nie jadłem...
-to kto pewnie krasnoludki?
-a kto wie leprechauny są wszędzie.
Usiadł na łóżku i powoli przysunął się do Darii.
Ona przyciągnęła do siebie blondyna.
-uwielbiam jak to robisz-mówił całując dziewczynę
-a myślisz, że dlaczego to robię?poczekaj chwilkę odłoże tą książkę.
-no skoro musisz
Daria wstała i poszła do półki.Wracając zobaczyła, że Irlandczyk uważnie jej się przygląda i oblizuje wargi.dopiero teraz zorientowała się, że miała na sobie tylko koszulkę, która nie była znowu taka długa i bieliznę...Zrobiła się cała czerwona. Niall wstał i podszedł do niej wolnym krokiem.
-mrrrr nic nie mówiłaś, że masz taką fajną koszulkę na sobie
-a musiałam mówić kocie ty mój?
-no w sumie to nie sam bym zauważył
Wpił się w usta dziewczyny.Całując się powoli szli w stronę łóżka. W tym czasie Niall starał się pozbyć stanika dziewczyny ale nie za dobrze mu to szło.
-daj pomogę Ci-zaczęła się śmiać
-ale ja dam radę zobaczysz.
Jego ręce błądziły pod bluzką dziewczyny.Ona w tym czasie zajęła się koszulką irlandczyka. Jej w porównaniu do chłopaka poszło bardzo szybko.Męczyła się za to z rozporkiem u spodni.
-czasami się zacina...
-nie szkodzi
tutaj Niall miał ułatwione zadanie bo po zdjęciu koszulki Daria była w samej bieliźnie więc pomógł trochę dziewczynie.Powoli kontynuowali wędrówkę w stronę łóżka. Niall delikatnie położył ją i oparł się nad nią na łokciach.Ich pocałunki stawały się coraz namiętniejsze i głębsze.Żadne z nich nie panowało nad tym bo robi. Rządziły nimi tylko uczucia.Wszystko szło w dobrym kierunku.
W końcu przyszedł Niall.
-no jesteś w końcu. Musiałeś iść jeszcze jeść?
-ale ja nie jadłem...
-to kto pewnie krasnoludki?
-a kto wie leprechauny są wszędzie.
Usiadł na łóżku i powoli przysunął się do Darii.
Ona przyciągnęła do siebie blondyna.
-uwielbiam jak to robisz-mówił całując dziewczynę
-a myślisz, że dlaczego to robię?poczekaj chwilkę odłoże tą książkę.
-no skoro musisz
Daria wstała i poszła do półki.Wracając zobaczyła, że Irlandczyk uważnie jej się przygląda i oblizuje wargi.dopiero teraz zorientowała się, że miała na sobie tylko koszulkę, która nie była znowu taka długa i bieliznę...Zrobiła się cała czerwona. Niall wstał i podszedł do niej wolnym krokiem.
-mrrrr nic nie mówiłaś, że masz taką fajną koszulkę na sobie
-a musiałam mówić kocie ty mój?
-no w sumie to nie sam bym zauważył
Wpił się w usta dziewczyny.Całując się powoli szli w stronę łóżka. W tym czasie Niall starał się pozbyć stanika dziewczyny ale nie za dobrze mu to szło.
-daj pomogę Ci-zaczęła się śmiać
-ale ja dam radę zobaczysz.
Jego ręce błądziły pod bluzką dziewczyny.Ona w tym czasie zajęła się koszulką irlandczyka. Jej w porównaniu do chłopaka poszło bardzo szybko.Męczyła się za to z rozporkiem u spodni.
-czasami się zacina...
-nie szkodzi
tutaj Niall miał ułatwione zadanie bo po zdjęciu koszulki Daria była w samej bieliźnie więc pomógł trochę dziewczynie.Powoli kontynuowali wędrówkę w stronę łóżka. Niall delikatnie położył ją i oparł się nad nią na łokciach.Ich pocałunki stawały się coraz namiętniejsze i głębsze.Żadne z nich nie panowało nad tym bo robi. Rządziły nimi tylko uczucia.Wszystko szło w dobrym kierunku.
Ale nie wszystko jest takie piękne. W pewnym momencie do pokoju wpadł Louis i zawołał:
-Daria nie widziałas...oj przepraszam nie przeszkadzam-wyszedł speszony z pokoju.
-Daria nie widziałas...oj przepraszam nie przeszkadzam-wyszedł speszony z pokoju.
-on zawsze przychodzi w dobrym momencie-powiedział sarkastycznie Niall
-ale nie zawsze musi psuć-dziewczyna wróciła do poprzedniej czynności
-ale nie zawsze musi psuć-dziewczyna wróciła do poprzedniej czynności
Wszystko było takie magiczne. Oboje działali tylko i wyłącznie pod wpływem emocji, bo żadne z nich jeszcze tego nie robiło i oboje się trochę stresowali.Irlandczyk powoli zdjął z dziewczyny bieliznę. Tak samo uczyniła ona z bielizną chłopaka.Czas się dla nich w tym momencie zatrzymał.
Chłopak delikatnie wszedł w dziewczynę a ona cicho jęknęła.Niall był bardzo delikatny. Nie chciał, żeby Daria źle wspominała ich pierwszy raz.Na początku jego biodra poruszały się spokojnie ale z czasem zaczęły przyspieszać. Dziewczyna pod wpływem przyjemności wygięła się w łuk. Wbijała mu paznokcie w plecy ale nie przeszkadzało mu to zbytnio.Irlandczyk całował ją po całym ciele. Oboje głośno jęczeli. Nie przejmowali się tym, że inni ich słyszą.
Teraz Daria przejęła inicjatywę. Przekręciła chłopaka na plecy. Wpiła się w jego usta. Wplotła palce w blond włosy chłopaka.Nikt ani nic nie było w stanie ich powstrzymać. Pragnęli się tak bardzo jak Zayn perfekcyjnej fryzury.
Ich ciała walczyły o dominację. Raz na górze było jedno raz drugie. Teraz stanowili jedność nie było ja i ty tylko my.
Byli jednością i razem osiągnęli szczyt. Opadli zmęczeni na łóżko.
-to było wspaniałe.
-ty byłaś wspaniała-pocałował dziewczynę w usta
-tak samo jak ty
-to było wspaniałe.
-ty byłaś wspaniała-pocałował dziewczynę w usta
-tak samo jak ty
Po chwili oboje zasnęli w swoich objęciach.
_________________________________________
Nie mogłam się powstrzymać przepraszam :D
_________________________________________
Nie mogłam się powstrzymać przepraszam :D
wtorek, 26 marca 2013
Rozdział 17
Tymi słowami Diana bardzo zaskoczyła Zayn'a.
-Ale jak to?
-Normalnie-wtrącił Louis-Syn będzie ładniejszy od taty.W sumie to się nie dziwię...w połączeniu z taką mamą...
-Skończ już-zdenerwował się Zayn
-No dobrze dobrze przepraszam-zaczął śmiać się Lou
-Uważaj, bo Ci z nerwów grzywka opadnie i Stoch nie będzie miał na czym trenować-skomentował Nialler
-Ej nie przesadzaj juz nie ma takiej wysokiej grzywki...-wyszeptała Daria
-A ty Niall uważaj, bo w tej fali jeszcze jakiś surfer utonie.
-Ale oni potrafią pływać.
-Dobra chłopaki koniec! Zayn ma skocznię, Niall tsunami więc uznajmy, że jest remis-zakończyła spór Louise
Wijący się ze śmiechu przez całą sytuację Lou szturchnął leżącego Hazzę.
-Ej uważaj trochę!
-Ojejku przepraszam mój kociaczku...
-No już dobrze nie gniewam się...
-Ej ja tu cały czas jestem.-wtrąciła Louise
-Olej ją masz mnie-wyszeptał Louis
-Ale ona chyba trochę lepiej masuje-wyszczerzył się
-Skoro tak to foch z przytupem!
Całej tej sytuacji przyglądała się reszta i wszyscy po chwili wybuchnęli śmiechem.
Lou cały czas leżała obok Harry'ego.Gdy się śmiała przesunęła się i w końcu leżała na Harrym.W pewnym momencie ich śmiechy umilkły i spojrzeli sobie głęboko w oczy.Dziewczyna czuła się jak zaczarowana.Topiła się w tych zielonych oczach.Zatracała się w nich.W tym momencie czuła się jak najszczęśliwsza osoba na świecie, bo miała cały swój świat obok siebie- a właściwie pod sobą.
W pewnym momencie ich twarze zaczęły się do siebie przybliżać.Zayn widział to, ale nie chciał przerywać, bo wiedział, że jego przyjaciel jest szczęśliwie zakochany.Najpierw zetknęły się ich nosy, uśmiechnęli się a później delikatnie złączyli swoje usta.
To był ich pierwszy oficjalny pocałunek.Zayn po cichu szepnął Harry'emu:
-Brawo-i z uśmiechem odszedł do innego pokoju.
Nikt inny tego nie widział, więc Harry delikatnie uśmiechnął się do Louise a ta nic nie zrobiła tylko ponownie go pocałowała.
-Wiesz od dzisiaj to chyba będzie moja ulubione zajęcie.
-Moje też...
Ale Zayn nie umie dotrzymywać tajemnic i wszystko powiedział Dianie.
"No i dobrze miałam taka nadzieje, że one znajdą sobie tutaj chłopaków.Może dzięki temu zostaną ze mną w Londynie."
Resztę dnia wszyscy spędzili na dobrej zabawie.Harry i Louise cały czas oglądali romantyczne filmy tuląc się do siebie.Niall i Daria bawili się w wojownicze żółwie ninja, przez co ucierpiała fryzura Zayn'a i Diana musiała interweniować.Louis i Liam bawili się w kamień, papier, nożyce.Wieczorem Niall i Daria zrobili kolację, którą w 3/4 zjedli sami.
-Ale jak to?
-Normalnie-wtrącił Louis-Syn będzie ładniejszy od taty.W sumie to się nie dziwię...w połączeniu z taką mamą...
-Skończ już-zdenerwował się Zayn
-No dobrze dobrze przepraszam-zaczął śmiać się Lou
-Uważaj, bo Ci z nerwów grzywka opadnie i Stoch nie będzie miał na czym trenować-skomentował Nialler
-Ej nie przesadzaj juz nie ma takiej wysokiej grzywki...-wyszeptała Daria
-A ty Niall uważaj, bo w tej fali jeszcze jakiś surfer utonie.
-Ale oni potrafią pływać.
-Dobra chłopaki koniec! Zayn ma skocznię, Niall tsunami więc uznajmy, że jest remis-zakończyła spór Louise
Wijący się ze śmiechu przez całą sytuację Lou szturchnął leżącego Hazzę.
-Ej uważaj trochę!
-Ojejku przepraszam mój kociaczku...
-No już dobrze nie gniewam się...
-Ej ja tu cały czas jestem.-wtrąciła Louise
-Olej ją masz mnie-wyszeptał Louis
-Ale ona chyba trochę lepiej masuje-wyszczerzył się
-Skoro tak to foch z przytupem!
Całej tej sytuacji przyglądała się reszta i wszyscy po chwili wybuchnęli śmiechem.
Lou cały czas leżała obok Harry'ego.Gdy się śmiała przesunęła się i w końcu leżała na Harrym.W pewnym momencie ich śmiechy umilkły i spojrzeli sobie głęboko w oczy.Dziewczyna czuła się jak zaczarowana.Topiła się w tych zielonych oczach.Zatracała się w nich.W tym momencie czuła się jak najszczęśliwsza osoba na świecie, bo miała cały swój świat obok siebie- a właściwie pod sobą.
W pewnym momencie ich twarze zaczęły się do siebie przybliżać.Zayn widział to, ale nie chciał przerywać, bo wiedział, że jego przyjaciel jest szczęśliwie zakochany.Najpierw zetknęły się ich nosy, uśmiechnęli się a później delikatnie złączyli swoje usta.
To był ich pierwszy oficjalny pocałunek.Zayn po cichu szepnął Harry'emu:
-Brawo-i z uśmiechem odszedł do innego pokoju.
Nikt inny tego nie widział, więc Harry delikatnie uśmiechnął się do Louise a ta nic nie zrobiła tylko ponownie go pocałowała.
-Wiesz od dzisiaj to chyba będzie moja ulubione zajęcie.
-Moje też...
Ale Zayn nie umie dotrzymywać tajemnic i wszystko powiedział Dianie.
"No i dobrze miałam taka nadzieje, że one znajdą sobie tutaj chłopaków.Może dzięki temu zostaną ze mną w Londynie."
Resztę dnia wszyscy spędzili na dobrej zabawie.Harry i Louise cały czas oglądali romantyczne filmy tuląc się do siebie.Niall i Daria bawili się w wojownicze żółwie ninja, przez co ucierpiała fryzura Zayn'a i Diana musiała interweniować.Louis i Liam bawili się w kamień, papier, nożyce.Wieczorem Niall i Daria zrobili kolację, którą w 3/4 zjedli sami.
poniedziałek, 25 marca 2013
Rozdział 16
Następnego dnia Louise obudziła się pierwsza.Jej zaskoczenie było ogromne, gdy zauważyła, że spała wtulona w Harry'ego a on przytula ją do siebie.Chłopak powoli otworzył oczy:
-Dzień dobry księżniczko-zachrypiał po cichu
-Jaka tam znowu księżniczko...
-No księżniczko, bo dzięki Tonie nie boli mnie już bark.-uśmiechnął się szeroko.
-Harry nie podrywaj koleżanki!-wtrącił Louis
-Wcale nie podrywam...-zmieszał się
-Czuję się zazdrosny-Lou zaczął bawić się lokami Harry'ego.
-Nie musisz skarbie-wysłał mu buziaka w powietrzu
-Mimo wszystko i tak będę tego nie zmienisz...
-No skoro tak.
Nagle do pokoju z wielkim hukiem wpadła Daria i Niall.Mieli ze sobą wielkie wiadra wody, które wylali na wszystkich.
-Niall oni zdecydowanie nie są potajemnymi syrenami.
-A było już tak blisko odkrycia prawdy...
-Ale prawda jest taka, że nie znamy żadnej syreny.
-Trudno.Za mną młoda padawanko galaktyka sama się nie ocali!
-Ale to ty jesteś moim padawanem, padawanie...
Oboje poczłapali do kuchni.
-I on uważa, że się nie zakochał-powiedział Zayn
Louis i Louise zaczęli się tarzać ze śmiechu po podłodze.
-On musi pogodzić się z tą myślą dajcie mu czas.-wymądrzał się Liam
-A co tam jest do pogodzenia...haha...oni sa po prostu dla siebie stworzeni...haha-Louis nie opanywał śmiechu.
-Co was tak śmieszy?-wpadła do pokoju zaciekawiona Daria.
-A takich dwóch padawanów...-po tych słowach wszyscy wybuchnęli śmiechem oprócz zdezorientowanych Darii i Nialla. Niall przerwał śmiechy:
-Kapitanko melduję gotowość do misji.
-Niech jedzenie będzie z Tobą!
-3...2...1...Start!-powiedzieli oboje po czym zaczęli wszystkich łaskotać.
Gdy wszyscy zmęczeni śmiechem odpoczywali usłyszeli krzyk Harry'ego:
-Maka Paka!
-Harry a tak poza tym to wszyscy zdrowi?-zaśmiała się Lou
-Tak mi się jakoś udzieliło od tamtych-skinął głową w stronę Nialla i Darii
-Who let the dogs out!-zaczął śpiewać Lou
-No pięknie dom wariatów-skomentował Zayn-Ale to ty jesteś najprzystojniejszy-powiedział patrząc w lustro.
-Miałabym co do tego wątpliwości-wtrąciła Diana
-Niby jakie?-oburzył się Zayn
-Narazie jesteś najprzystojniejszy
-Czemu narazie?
-Bo jak się urodzi nasz synek to nie będziesz-i pocałowała mulata w czoło.
-Dzień dobry księżniczko-zachrypiał po cichu
-Jaka tam znowu księżniczko...
-No księżniczko, bo dzięki Tonie nie boli mnie już bark.-uśmiechnął się szeroko.
-Harry nie podrywaj koleżanki!-wtrącił Louis
-Wcale nie podrywam...-zmieszał się
-Czuję się zazdrosny-Lou zaczął bawić się lokami Harry'ego.
-Nie musisz skarbie-wysłał mu buziaka w powietrzu
-Mimo wszystko i tak będę tego nie zmienisz...
-No skoro tak.
Nagle do pokoju z wielkim hukiem wpadła Daria i Niall.Mieli ze sobą wielkie wiadra wody, które wylali na wszystkich.
-Niall oni zdecydowanie nie są potajemnymi syrenami.
-A było już tak blisko odkrycia prawdy...
-Ale prawda jest taka, że nie znamy żadnej syreny.
-Trudno.Za mną młoda padawanko galaktyka sama się nie ocali!
-Ale to ty jesteś moim padawanem, padawanie...
Oboje poczłapali do kuchni.
-I on uważa, że się nie zakochał-powiedział Zayn
Louis i Louise zaczęli się tarzać ze śmiechu po podłodze.
-On musi pogodzić się z tą myślą dajcie mu czas.-wymądrzał się Liam
-A co tam jest do pogodzenia...haha...oni sa po prostu dla siebie stworzeni...haha-Louis nie opanywał śmiechu.
-Co was tak śmieszy?-wpadła do pokoju zaciekawiona Daria.
-A takich dwóch padawanów...-po tych słowach wszyscy wybuchnęli śmiechem oprócz zdezorientowanych Darii i Nialla. Niall przerwał śmiechy:
-Kapitanko melduję gotowość do misji.
-Niech jedzenie będzie z Tobą!
-3...2...1...Start!-powiedzieli oboje po czym zaczęli wszystkich łaskotać.
Gdy wszyscy zmęczeni śmiechem odpoczywali usłyszeli krzyk Harry'ego:
-Maka Paka!
-Harry a tak poza tym to wszyscy zdrowi?-zaśmiała się Lou
-Tak mi się jakoś udzieliło od tamtych-skinął głową w stronę Nialla i Darii
-Who let the dogs out!-zaczął śpiewać Lou
-No pięknie dom wariatów-skomentował Zayn-Ale to ty jesteś najprzystojniejszy-powiedział patrząc w lustro.
-Miałabym co do tego wątpliwości-wtrąciła Diana
-Niby jakie?-oburzył się Zayn
-Narazie jesteś najprzystojniejszy
-Czemu narazie?
-Bo jak się urodzi nasz synek to nie będziesz-i pocałowała mulata w czoło.
sobota, 23 marca 2013
Rozdział 15
-Ja się wcale nie zakochałem...-zaczerwienił się Niall
-Ale właśnie powiedziałeś, że podzielisz się z nią kuchnią co jest równoznaczne z dzieleniem się jedzeniem, czyli się zakochałeś.-rozpoczął wywody Liam
-Oj przestań panie mądry...
-Nie przeginaj pasiasty
-Ja Ci dam pasiastego!
Złapał leżące na stole jajko i rozbił je na głowie Liam'a.
-uuuuu ja bym się zdenerwował...-wtrącił Zayn
-Nie wątpię..-Niall wziął trochę mąki i sypnął nią na głowę mulata.
W ruch poszło wszystko, czym można było rzucać.Od mąki przez kakao aż do mleka.Każdy wziął udział w zabawie nawet obolały Harry.Na szczęście oprócz rozwalonych fryzur i brudnych ubrań nikomu nic się nie stało.
Wyszło na to, że za oglądanie filmu wzięli się bardzo późno, bo musieli to wszystko posprzątać.
Ale praktycznie nikt nie skupił się na filmie.
Diana poprawiała włosy Malikowi, Harry rozmawiał z Louise, a ta rozmasowywała mu bolące miejsca.
Daria rzucała popcorn a Niall łapał go do buzi.A Liam i Louis rozmawiali kto był najlepszy w bitwie.
Wszyscy bardzo szybko zasnęli na kanapie.
Tylko Liam wstał, aby wszystkich przykryć i sam po chwili udał się do krainy morfeusza.
Następnego dnia Louise obudziła się pierwsza...
-Ale właśnie powiedziałeś, że podzielisz się z nią kuchnią co jest równoznaczne z dzieleniem się jedzeniem, czyli się zakochałeś.-rozpoczął wywody Liam
-Oj przestań panie mądry...
-Nie przeginaj pasiasty
-Ja Ci dam pasiastego!
Złapał leżące na stole jajko i rozbił je na głowie Liam'a.
-uuuuu ja bym się zdenerwował...-wtrącił Zayn
-Nie wątpię..-Niall wziął trochę mąki i sypnął nią na głowę mulata.
W ruch poszło wszystko, czym można było rzucać.Od mąki przez kakao aż do mleka.Każdy wziął udział w zabawie nawet obolały Harry.Na szczęście oprócz rozwalonych fryzur i brudnych ubrań nikomu nic się nie stało.
Wyszło na to, że za oglądanie filmu wzięli się bardzo późno, bo musieli to wszystko posprzątać.
Ale praktycznie nikt nie skupił się na filmie.
Diana poprawiała włosy Malikowi, Harry rozmawiał z Louise, a ta rozmasowywała mu bolące miejsca.
Daria rzucała popcorn a Niall łapał go do buzi.A Liam i Louis rozmawiali kto był najlepszy w bitwie.
Wszyscy bardzo szybko zasnęli na kanapie.
Tylko Liam wstał, aby wszystkich przykryć i sam po chwili udał się do krainy morfeusza.
Następnego dnia Louise obudziła się pierwsza...
piątek, 22 marca 2013
Rozdział 14
Wieczorem wszyscy postanowili, że obejrzą film.Najbardziej ucierpiał Harry, bo chłopcy musieli go znieść na dół, bo jak on to uznał:
-Nie będę tylko słuchał dialogów!Chcę zejść i oglądać z wami film!A najlepiej byłoby, gdybym mógł usiąść obok Louise-wyszczerzył zęby.
Nie było chętnych, żeby znieść Hazzę z góry, bo każdy bał się, że coś mu się stanie.
-Niall może ty pomożesz Liam'owi proszęę-prosiła Diana
-eeee tego...Ja pomagam Darii w kuchni przy popcornie.
-A ty Zayn?
-Ja muszę poprawić fryzurę, żeby dobrze wyglądać...
-Louis wychodzi na to, że ty musisz pomóc Liam'owi-uśmiechnęła się szeroko Di
-No skoro muszę...
-Tak musisz!
-Ale naprawdęę?
-Tak naprawdę!
-Jak zwykle tylko ja...
-Nie zapominaj, ze ja też-przypomniał się Liam
-Oj cicho ty się sam zgłosiłeś...
-Czy wy po mnie wreszcie przyjdziecie?!?-oburzył się Harry.
-Już idziemy...
I chłopcy powoli poczłapali do pokoju Harry'ego.Nie byli do końca zadowoleni tą sytuacją.Ale mus to mus.
W tym czasie z kuchni dobiegały dziwne głosy:
-Oj no przesuń się!
-Ale to nie jest tylko twoja kuchnia!
-Ale narazie musisz ją ze mną dzielić czy tego chcesz czy nie.
-Z Tobą mogę zawsze.
Gdy Niall wypowiedział to zdanie chłopcy z Harrym byli już na dole.Louis szybko wbiegł do kuchni i złapał Niall'a za czoło.
-Nie ma gorączki...
Wszyscy milczeli aż w końcu Zayn zawołał:
-Ludzie on się zakochał!
-Nie będę tylko słuchał dialogów!Chcę zejść i oglądać z wami film!A najlepiej byłoby, gdybym mógł usiąść obok Louise-wyszczerzył zęby.
Nie było chętnych, żeby znieść Hazzę z góry, bo każdy bał się, że coś mu się stanie.
-Niall może ty pomożesz Liam'owi proszęę-prosiła Diana
-eeee tego...Ja pomagam Darii w kuchni przy popcornie.
-A ty Zayn?
-Ja muszę poprawić fryzurę, żeby dobrze wyglądać...
-Louis wychodzi na to, że ty musisz pomóc Liam'owi-uśmiechnęła się szeroko Di
-No skoro muszę...
-Tak musisz!
-Ale naprawdęę?
-Tak naprawdę!
-Jak zwykle tylko ja...
-Nie zapominaj, ze ja też-przypomniał się Liam
-Oj cicho ty się sam zgłosiłeś...
-Czy wy po mnie wreszcie przyjdziecie?!?-oburzył się Harry.
-Już idziemy...
I chłopcy powoli poczłapali do pokoju Harry'ego.Nie byli do końca zadowoleni tą sytuacją.Ale mus to mus.
W tym czasie z kuchni dobiegały dziwne głosy:
-Oj no przesuń się!
-Ale to nie jest tylko twoja kuchnia!
-Ale narazie musisz ją ze mną dzielić czy tego chcesz czy nie.
-Z Tobą mogę zawsze.
Gdy Niall wypowiedział to zdanie chłopcy z Harrym byli już na dole.Louis szybko wbiegł do kuchni i złapał Niall'a za czoło.
-Nie ma gorączki...
Wszyscy milczeli aż w końcu Zayn zawołał:
-Ludzie on się zakochał!
czwartek, 21 marca 2013
Rozdział 13
Starała się być bardzo cicho, bo chłopak pochrapywał, co oznaczało, że śpi.
Przykucnęła przy łóżku i zaczęła przyglądać się chłopakowi.W pewnym momencie chłopak poruszył się, otworzył oczy i zawołał:
-Diana! Kto to jest?Nie znam jej?
Di momentalnie wbiegła do pokoju:
-To jest Louise moja przyjaciółka z Polski i muszę Ci powiedzieć, że kiedyś zareagowała tak samo jak nasz kolega tak się patrzył
-A więc to musi być przeznaczenie...-Uśmiechnął się cwaniacko a Lou zarumieniła się.
-Dobra nie przeszkadzam wam i idę do kuchni, bo tamten żarłok zje wszystko co mamy w lodówce...
-Niall nie pojechał z chłopakami?-zapytał zdziwiony Harry
-Pojechał ale za to mamy w domu jeszcze jednego głodomora-Darię też moją przyjaciółkę z Polski.
-Czy ty w swoim otoczeniu masz tylko naszych klonów?-Harry zaczął się śmiać po czym syknął z bólu po czym z powrotem położył głowę na poduszce.
-Bardzo Cię boli?-zapytała Lou
-Oj tak.W ogóle nie wstaję bo jak się jakkolwiek ruszę to mnie wszystko boli
-Diana opowiadała jak bohatersko walczyłeś o jej dobre imię
-Oj tam znowu walczyłeś należało się gnojkowi...
-Ważne, że tylko się potłukłeś-uśmiechnęła się nieśmiało.
W tym momencie samotnik Harry Styles zrozumiał, że przed sobą ma kobietę swojego życia tylko musi ją w jakiś sposób zdobyć.Pytanie tylko w jaki...
Zayn, Liam Louis i Niall wrócili z wywiadu.Oczywiście pierwsze co to pan Horan wparował do kuchni nie zważając na resztę.Nagle stanął jak wryty.
-Diaaana! Ktoś wyjada moje jedzenie!
-To jedzenie jest nie tylko twoje-odparła Daria z pełną buzią
-Jest tylko moje!
-Nie prawda!
-Prawda!
-Nie!
-Tak!
-Dobra dzieci przestańcie się kłócić!-rozstrzygnęła spór Diana
-Nie jestem dzieckiem!-powiedzieli razem Niall i Daria śmiejąc się po tym.
Diana uznała, że dobrze, że jej przyjaciółki przyjechały, bo dzięki temu poznają nie tylko wspaniałych chłopaków jakim jest zespół ale być może również dzięki temu znajdą sobie chłopaków...
___________________________________________
No to tyle na dzisiaj hope u like it :)
Przykucnęła przy łóżku i zaczęła przyglądać się chłopakowi.W pewnym momencie chłopak poruszył się, otworzył oczy i zawołał:
-Diana! Kto to jest?Nie znam jej?
Di momentalnie wbiegła do pokoju:
-To jest Louise moja przyjaciółka z Polski i muszę Ci powiedzieć, że kiedyś zareagowała tak samo jak nasz kolega tak się patrzył
-A więc to musi być przeznaczenie...-Uśmiechnął się cwaniacko a Lou zarumieniła się.
-Dobra nie przeszkadzam wam i idę do kuchni, bo tamten żarłok zje wszystko co mamy w lodówce...
-Niall nie pojechał z chłopakami?-zapytał zdziwiony Harry
-Pojechał ale za to mamy w domu jeszcze jednego głodomora-Darię też moją przyjaciółkę z Polski.
-Czy ty w swoim otoczeniu masz tylko naszych klonów?-Harry zaczął się śmiać po czym syknął z bólu po czym z powrotem położył głowę na poduszce.
-Bardzo Cię boli?-zapytała Lou
-Oj tak.W ogóle nie wstaję bo jak się jakkolwiek ruszę to mnie wszystko boli
-Diana opowiadała jak bohatersko walczyłeś o jej dobre imię
-Oj tam znowu walczyłeś należało się gnojkowi...
-Ważne, że tylko się potłukłeś-uśmiechnęła się nieśmiało.
W tym momencie samotnik Harry Styles zrozumiał, że przed sobą ma kobietę swojego życia tylko musi ją w jakiś sposób zdobyć.Pytanie tylko w jaki...
Zayn, Liam Louis i Niall wrócili z wywiadu.Oczywiście pierwsze co to pan Horan wparował do kuchni nie zważając na resztę.Nagle stanął jak wryty.
-Diaaana! Ktoś wyjada moje jedzenie!
-To jedzenie jest nie tylko twoje-odparła Daria z pełną buzią
-Jest tylko moje!
-Nie prawda!
-Prawda!
-Nie!
-Tak!
-Dobra dzieci przestańcie się kłócić!-rozstrzygnęła spór Diana
-Nie jestem dzieckiem!-powiedzieli razem Niall i Daria śmiejąc się po tym.
Diana uznała, że dobrze, że jej przyjaciółki przyjechały, bo dzięki temu poznają nie tylko wspaniałych chłopaków jakim jest zespół ale być może również dzięki temu znajdą sobie chłopaków...
___________________________________________
No to tyle na dzisiaj hope u like it :)
sobota, 16 marca 2013
Rozdział 12
Diana długo utrzymywała w tajemnicy przed chłopakami czemu jest taka szczęśliwa.
Następnego dni jakby nigdy nic wyszła z domu na lotnisko po przyjaciółki.
Czekała na nie ok 20 minut ale wreszcie się doczekała.
-Louise! Daria! Moje mordki!
-Diana!Ale ty się zmieniłaś!-powiedziały równocześnie-Pepsi!-i złapały się za kolana
-Hmmm to już chyba 20 od wylotu wiesz Daria?
-Oj cicho tam haha
-Nic się nie zmieniłyście z charakterów dziewczyny.
-Ty też jak zwykle narzekasz. Nie marudź tylko prowadź do domu bo zgłodniałam.-Powiedziała Daria
-Głodomor całą drogę jadła i dalej jest głodna...-skomentowała Lou
-Ja muszę urosnąć dlatego jem.Taki krasnoludek musi się odżywiać...
-Wiesz co Daria?
-Co?
-Słyszałam już kiedyś takie słowa...
-Serio od kogo?
-Od Niall'a.
-Jakiego Niall'a?Horana?
-Tak od niego.Od razu jak go poznałam to zauważyłam w nim męską wersję Ciebie.
-Jej suuper-powiedziała entuzjastycznie przyjaciółka
-A ty Lou bardzo pasujesz do takiego jednego poobijańca...
-Ojej jakiego poobijańca znowu?
-No jest taki jeden kociaż-Harry
-Nie lubię kotów wiesz o tym...
-No wiem i właśnie o to chodzi-ty tak bardzo lubisz psy jak on koty i w tym jesteście podobni
-No to może faktycznie
-Daleko jeszczee?-zniecierpliwiła się Daria
-Jeszcze kawałek musisz wytrzymać
-Dobrze, że zrobiłam sobie kanapki-powiedziała z pełną już buzią dziewczyna
-No jak dwie krople wody naprawdę...
-A to źle?-Prawie zakrztusiła się kanapkami przyjaciółka
-No właśnie nie.To aż za dobrze-zaczęły śmiać się serdecznie koleżanki
Wreszcie dotarły do domu.Nikogo już nie było oprócz chorującego Hazzy.
Powoli weszły na górę i pozanosiły walizki do pokoi.
-Tutaj masz swoją podobiznę jak chcesz to wejdź i się poznajcie-uśmiechnęła się Di-Daria! Gdzie jesteś?
-Zgadnij!
-W kuchni
-Jesteś bardzo blisko!
-No to pewnie przy lodówce...
-Bingo!
Tymczasem Louise weszła po cichutku do pokoju Styles'a.
Następnego dni jakby nigdy nic wyszła z domu na lotnisko po przyjaciółki.
Czekała na nie ok 20 minut ale wreszcie się doczekała.
-Louise! Daria! Moje mordki!
-Diana!Ale ty się zmieniłaś!-powiedziały równocześnie-Pepsi!-i złapały się za kolana
-Hmmm to już chyba 20 od wylotu wiesz Daria?
-Oj cicho tam haha
-Nic się nie zmieniłyście z charakterów dziewczyny.
-Ty też jak zwykle narzekasz. Nie marudź tylko prowadź do domu bo zgłodniałam.-Powiedziała Daria
-Głodomor całą drogę jadła i dalej jest głodna...-skomentowała Lou
-Ja muszę urosnąć dlatego jem.Taki krasnoludek musi się odżywiać...
-Wiesz co Daria?
-Co?
-Słyszałam już kiedyś takie słowa...
-Serio od kogo?
-Od Niall'a.
-Jakiego Niall'a?Horana?
-Tak od niego.Od razu jak go poznałam to zauważyłam w nim męską wersję Ciebie.
-Jej suuper-powiedziała entuzjastycznie przyjaciółka
-A ty Lou bardzo pasujesz do takiego jednego poobijańca...
-Ojej jakiego poobijańca znowu?
-No jest taki jeden kociaż-Harry
-Nie lubię kotów wiesz o tym...
-No wiem i właśnie o to chodzi-ty tak bardzo lubisz psy jak on koty i w tym jesteście podobni
-No to może faktycznie
-Daleko jeszczee?-zniecierpliwiła się Daria
-Jeszcze kawałek musisz wytrzymać
-Dobrze, że zrobiłam sobie kanapki-powiedziała z pełną już buzią dziewczyna
-No jak dwie krople wody naprawdę...
-A to źle?-Prawie zakrztusiła się kanapkami przyjaciółka
-No właśnie nie.To aż za dobrze-zaczęły śmiać się serdecznie koleżanki
Wreszcie dotarły do domu.Nikogo już nie było oprócz chorującego Hazzy.
Powoli weszły na górę i pozanosiły walizki do pokoi.
-Tutaj masz swoją podobiznę jak chcesz to wejdź i się poznajcie-uśmiechnęła się Di-Daria! Gdzie jesteś?
-Zgadnij!
-W kuchni
-Jesteś bardzo blisko!
-No to pewnie przy lodówce...
-Bingo!
Tymczasem Louise weszła po cichutku do pokoju Styles'a.
piątek, 15 marca 2013
Rozdział 11
Harry nie był zadowolony z tej wieści, że nie będzie mógł wstawać, choć jednocześnie to dobrze, bo ledwo się ruszał.
Miało to swoje dobre strony.Diana robiła mu obiadki, poprawiała poduszkę i często u niego siedziała.Lubił jej towarzystwo.Jego małej siostrzyczki jak ją nazywał.
Któregoś dnia nagle do Di zadzwonił telefon.
-No heeej!Jak my dawno razem nie gadałyśmy...
-No pewnie, że tak!
-Naprawdę? Nie wierzę.
-Ale muszę Ci coś powiedzieć.-teraz Diana zaczęła szeptać i Harry więcej nie usłyszał.
*oczami Diany*
To Louise jak my się dawno nie widziałyśmy.
-No heeej!Jak my dawno razem nie gadałyśmy...
-No trochę czasu minęło.Słuchaj jesteś dalej w Londynie?
-No pewnie, że tak!
-Bo wiesz ja i Daria mamy teraz wolne i możemy przyjechać na parę dni
-Naprawdę? Nie wierzę.
-To uwierz! musisz. haha
-Ale muszę Ci coś powiedzieć-teraz zaczęłam szeptać żeby Harry nic nie słyszał-Obecnie mieszkam z One Direction, więc nie bądź zaskoczona jak Ci gdzieś nagle wyskoczy Liam albo Louis.
-Spróbuję.Postaram się dla Ciebie
-I powiedz to samo Darii.A tak przy okazji to kiedy przyjedziecie?
-Pasuje Ci jutro?
-No jasne, że tak!Czekam na was.Buziaki
*normalna perspektywa*
Diana skakała jak szalona po całym domu a Harry nie wiedział o co chodzi.Nie podobała mu się ta sytuacja...
_________________________________________
Tyle na razie komentujcie ;*
Miało to swoje dobre strony.Diana robiła mu obiadki, poprawiała poduszkę i często u niego siedziała.Lubił jej towarzystwo.Jego małej siostrzyczki jak ją nazywał.
Któregoś dnia nagle do Di zadzwonił telefon.
-No heeej!Jak my dawno razem nie gadałyśmy...
-No pewnie, że tak!
-Naprawdę? Nie wierzę.
-Ale muszę Ci coś powiedzieć.-teraz Diana zaczęła szeptać i Harry więcej nie usłyszał.
*oczami Diany*
To Louise jak my się dawno nie widziałyśmy.
-No heeej!Jak my dawno razem nie gadałyśmy...
-No trochę czasu minęło.Słuchaj jesteś dalej w Londynie?
-No pewnie, że tak!
-Bo wiesz ja i Daria mamy teraz wolne i możemy przyjechać na parę dni
-Naprawdę? Nie wierzę.
-To uwierz! musisz. haha
-Ale muszę Ci coś powiedzieć-teraz zaczęłam szeptać żeby Harry nic nie słyszał-Obecnie mieszkam z One Direction, więc nie bądź zaskoczona jak Ci gdzieś nagle wyskoczy Liam albo Louis.
-Spróbuję.Postaram się dla Ciebie
-I powiedz to samo Darii.A tak przy okazji to kiedy przyjedziecie?
-Pasuje Ci jutro?
-No jasne, że tak!Czekam na was.Buziaki
*normalna perspektywa*
Diana skakała jak szalona po całym domu a Harry nie wiedział o co chodzi.Nie podobała mu się ta sytuacja...
_________________________________________
Tyle na razie komentujcie ;*
czwartek, 14 marca 2013
Rozdział 10
Następnego dnia wszyscy wstali w dobrych humorach.
-Widzę, że się pogodziliście-odparł zadowolony Niall-To dobrze bo od dawna nie jadłem tych pysznych naleśników Diany.
-A ty cały czas o jednym poszukałbyś sobie dziewczyny a nie...-skomentował Louis
-Jedzenie to moja dziewczyna
-Ale to rodzaj męski-wtrącił Harry
-Tak naprawdę to nijaki-poprawił Liam
-Nie bądź taki mądry Daddy!-powiedział zmieszany Hazza
Tego poranka atmosfera była wspaniała.Cały dzień zapowiadał się taki ale niestety coś musiało go zniszczyć a dokładniej ktoś.
Diana razem z chłopakami wyszła z domu.W oddali zobaczyła Brian'a.Nie chciała się z nim widzieć ale ten zauważył ją i podszedł.
-Hej mała-chciał ją przytulić
-Nie podchodź do mnie!
-Ale przecież my się kochamy.
-Powiedziała nie podchodź tak?!?-odezwał się Zayn
-O rycerzyk walczy o królewnę?
-Brian zamknij się w końcu albo idź się leczyć
-Ja nie mam po co się leczyć.Ona powinna się leczyć-wskazał palcem na Dianę
-Nie pozwolę jej obrażać-warknął Harry
Podszedł do chłopaka i walnął go pięścią.Brian złapał się z brzuch ale jednocześnie na jego twarzy pojawił się szyderczy uśmiech.
-Widzę, że tak chcecie pogrywać.
-My tu nie pogrywamy tylko ty.
-Naprawdę?O to bardzo ciekawe bo ja nie zrobiłem tak-i oddał Harry'emu w ten sam sposób.
Zabolało go to, ale nie pozwoli pomiatać sobą ani swoją małą Di.Zaczęła się szarpanina. Reszta chciała ich rozdzielić ale byli za słabi.
Obaj mieli dość mocne obrażenia.Jakieś siniaki obolałe miejsca ale żyli i nie mieli nic połamane.Na szczęście, chociaż jak uważali chłopcy Brian'owi się należało.
Celem ich podróży znowu stał się dom chłopców a nie do Diany jak przypuszczali na początku.
Harry był mocno poobijany i wszyscy zgodnie uznali, że powinien leżeć w łóżku i odpoczywać.
_________________________________________
No to tyle na dzisiaj. Mam nadzieję, że wam się podoba :)
-Widzę, że się pogodziliście-odparł zadowolony Niall-To dobrze bo od dawna nie jadłem tych pysznych naleśników Diany.
-A ty cały czas o jednym poszukałbyś sobie dziewczyny a nie...-skomentował Louis
-Jedzenie to moja dziewczyna
-Ale to rodzaj męski-wtrącił Harry
-Tak naprawdę to nijaki-poprawił Liam
-Nie bądź taki mądry Daddy!-powiedział zmieszany Hazza
Tego poranka atmosfera była wspaniała.Cały dzień zapowiadał się taki ale niestety coś musiało go zniszczyć a dokładniej ktoś.
Diana razem z chłopakami wyszła z domu.W oddali zobaczyła Brian'a.Nie chciała się z nim widzieć ale ten zauważył ją i podszedł.
-Hej mała-chciał ją przytulić
-Nie podchodź do mnie!
-Ale przecież my się kochamy.
-Powiedziała nie podchodź tak?!?-odezwał się Zayn
-O rycerzyk walczy o królewnę?
-Brian zamknij się w końcu albo idź się leczyć
-Ja nie mam po co się leczyć.Ona powinna się leczyć-wskazał palcem na Dianę
-Nie pozwolę jej obrażać-warknął Harry
Podszedł do chłopaka i walnął go pięścią.Brian złapał się z brzuch ale jednocześnie na jego twarzy pojawił się szyderczy uśmiech.
-Widzę, że tak chcecie pogrywać.
-My tu nie pogrywamy tylko ty.
-Naprawdę?O to bardzo ciekawe bo ja nie zrobiłem tak-i oddał Harry'emu w ten sam sposób.
Zabolało go to, ale nie pozwoli pomiatać sobą ani swoją małą Di.Zaczęła się szarpanina. Reszta chciała ich rozdzielić ale byli za słabi.
Obaj mieli dość mocne obrażenia.Jakieś siniaki obolałe miejsca ale żyli i nie mieli nic połamane.Na szczęście, chociaż jak uważali chłopcy Brian'owi się należało.
Celem ich podróży znowu stał się dom chłopców a nie do Diany jak przypuszczali na początku.
Harry był mocno poobijany i wszyscy zgodnie uznali, że powinien leżeć w łóżku i odpoczywać.
_________________________________________
No to tyle na dzisiaj. Mam nadzieję, że wam się podoba :)
Pytajcie!
Możecie pytać bohaterkę mojego opowiadania-Dianę na jej osobistym asku: http://ask.fm/DiCollins97
Jeżeli ktoś z was chciałby zadać pytanie np.Zayn'owi to na początku pytania napiszcie do kogo kierujecie pytanie bo chłopcy często wchodzą na jej aska ;D ~Naria
Jeżeli ktoś z was chciałby zadać pytanie np.Zayn'owi to na początku pytania napiszcie do kogo kierujecie pytanie bo chłopcy często wchodzą na jej aska ;D ~Naria
środa, 13 marca 2013
Rozdział 9
Oboje chcieli coś zmienić w tej sytuacji ale żadne z nich nie miało wystarczająco odwagi.
W końcu jakby za dotknięciem czarodziejskiej różdżki oboje wyszli z pokoi.
Idąc korytarzem patrzyli sucho w ziemię.Nawet nie zorientowali się, że z naprzeciwka nadchodzi druga osoba.
Wpadli na siebie.On odruchowo ją złapał ona wtuliła się w tego klatkę.Znowu poczuła jego bliskość.Jego perfumy znów przejęły władzę nad jej umysłem.Oboje się rozpłakali:
-Zayn przepraszam...-wyszeptała
-Ja też...-i odszedł od niej
Zbyt obrażeni by wybaczyć ale za bardzo zakochani żeby zapomnieć.
Diana bardzo chciała powiedzieć coś ważnego mulatowi ale ten nie dał jej szansy.
Wracając znów na niego wpadła:
-Zayn...
-Tak?
-Muszę powiedzieć Ci coś ważnego-w jej oczach zalśniły łzy
-Proszę mów.
-Ja...Jestem z Tobą w ciąży.
-A może z tym całym Brian'em?
-Nie.Jestem pewna, że z Tobą.
Kanaliki w jego oczach zaczęły się wypełniać.Tak bardzo marzył aby takie słowa padły właśnie z jej ust.
-Jaa...Och nie wiem co powiedzieć.
Od razu podszedł i przytulił ją jak najmocniej potrafił.Brakowało mu jej dotyku, jej bliskości, jej całej.
-Ja naprawdę nie chciałam go pocałować.Prosze uwierz mi...
-Wierzę Ci tak jak nikomu innemu.
Weszli razem do pokoju dziewczyny i położyli się razem w łóżku.Zasnęli w swoich objęciach.
_________________________________________
Nie spodziewaliście się dzisiaj 9 rozdziału co? ^^ pytajcie Dianę na jej asku: http://ask.fm/DiCollins97 :D
W końcu jakby za dotknięciem czarodziejskiej różdżki oboje wyszli z pokoi.
Idąc korytarzem patrzyli sucho w ziemię.Nawet nie zorientowali się, że z naprzeciwka nadchodzi druga osoba.
Wpadli na siebie.On odruchowo ją złapał ona wtuliła się w tego klatkę.Znowu poczuła jego bliskość.Jego perfumy znów przejęły władzę nad jej umysłem.Oboje się rozpłakali:
-Zayn przepraszam...-wyszeptała
-Ja też...-i odszedł od niej
Zbyt obrażeni by wybaczyć ale za bardzo zakochani żeby zapomnieć.
Diana bardzo chciała powiedzieć coś ważnego mulatowi ale ten nie dał jej szansy.
Wracając znów na niego wpadła:
-Zayn...
-Tak?
-Muszę powiedzieć Ci coś ważnego-w jej oczach zalśniły łzy
-Proszę mów.
-Ja...Jestem z Tobą w ciąży.
-A może z tym całym Brian'em?
-Nie.Jestem pewna, że z Tobą.
Kanaliki w jego oczach zaczęły się wypełniać.Tak bardzo marzył aby takie słowa padły właśnie z jej ust.
-Jaa...Och nie wiem co powiedzieć.
Od razu podszedł i przytulił ją jak najmocniej potrafił.Brakowało mu jej dotyku, jej bliskości, jej całej.
-Ja naprawdę nie chciałam go pocałować.Prosze uwierz mi...
-Wierzę Ci tak jak nikomu innemu.
Weszli razem do pokoju dziewczyny i położyli się razem w łóżku.Zasnęli w swoich objęciach.
_________________________________________
Nie spodziewaliście się dzisiaj 9 rozdziału co? ^^ pytajcie Dianę na jej asku: http://ask.fm/DiCollins97 :D
Rozdział 8
Idąc korytarzem z pokoju Diany Zayn pociągał co chwile nosem.Nie chciał aby któryś z chłopaków widział, że płakał dlatego zasłaniał się lekkim katarem, ale każdy z nich wiedział o co chodzi.
Mulat po cichutku wszedł do swojego pokoju.Zdjął kurtkę rzucił ją na łóżko i ospale wyszedł na balkon swojego pokoju.
W tym samym czasie Diana wstała przemyła oczy i myślała nad całą sytuacją.Nie chciała, żeby tak to wszystko wyglądało ale jednocześnie nie wiedziała jak zacząć rozmowę z Zayn'em.
Powoli wyszła na balkon, zrobiła to tak jakby to miały być jej ostatnie kroki w życiu.Oparła się o barierkę i wzięła głęboki oddech.
Zayn też oddychał tym samym powietrzem ale żadne z nich o tym nie wiedziało.
Oboje zaczęło śpiewać tą samą piosenkę-"More Than This"-o tym też nie wiedzieli.
W tym samym momencie zaczęli płakać ale o tym też nie wiedzieli.Oboje myśleli, że ta druga osoba śpi, al nie.Czuli to samo, robili to samo pełni niewiedzy.
Diana opadła bezsilnie na krzesło na balkonie a Zayn dalej stał oparty o barierkę.
Ona-spojrzała w dal a zaraz później przymknęła powieki i przypominała sobie wszystkie te szczęśliwe momenty z Zayn'em.Uroniła łzę.-cierpiała
On-Ukucnął na zimnych kafelkach i spojrzał w biały księżyc w pełni.Samotna łza spłynęła po jego policzku-cierpiał...
__________________________________________
No to na tyle. See ya :)
Mulat po cichutku wszedł do swojego pokoju.Zdjął kurtkę rzucił ją na łóżko i ospale wyszedł na balkon swojego pokoju.
W tym samym czasie Diana wstała przemyła oczy i myślała nad całą sytuacją.Nie chciała, żeby tak to wszystko wyglądało ale jednocześnie nie wiedziała jak zacząć rozmowę z Zayn'em.
Powoli wyszła na balkon, zrobiła to tak jakby to miały być jej ostatnie kroki w życiu.Oparła się o barierkę i wzięła głęboki oddech.
Zayn też oddychał tym samym powietrzem ale żadne z nich o tym nie wiedziało.
Oboje zaczęło śpiewać tą samą piosenkę-"More Than This"-o tym też nie wiedzieli.
W tym samym momencie zaczęli płakać ale o tym też nie wiedzieli.Oboje myśleli, że ta druga osoba śpi, al nie.Czuli to samo, robili to samo pełni niewiedzy.
Diana opadła bezsilnie na krzesło na balkonie a Zayn dalej stał oparty o barierkę.
Ona-spojrzała w dal a zaraz później przymknęła powieki i przypominała sobie wszystkie te szczęśliwe momenty z Zayn'em.Uroniła łzę.-cierpiała
On-Ukucnął na zimnych kafelkach i spojrzał w biały księżyc w pełni.Samotna łza spłynęła po jego policzku-cierpiał...
__________________________________________
No to na tyle. See ya :)
wtorek, 12 marca 2013
Rozdział 7
Ten sen był straszny.Przez kolejne kilka dni Diana bała się spać sama w domu, dzięki czemu spała w domu chłopaków.
Zayn na początku nie do końca był pocieszony tym faktem, ale z każdym dniem jego złość mijała.
W końcu pewnego dnia nie wytrzymał i gdy Di spała wszedł do jej pokoju i zaczął się jej przyglądać.
*oczami Zayn'a*
Ona jest taka śliczna.Zaczynam wierzyć w to, że naprawdę nie pocałowała go specjalnie.
Nie mogę teraz płakać muszę być silny.Ale ja tak nie potrafię to zbyt boli
*normalna perspektywa*
Łzy zaczęły lecieć mu ciurkiem,nie potrafił ich powstrzymać.
Nagle zauważył, że Diana się porusza.
Nie chciał aby zauważyła, że siedzi u niej w pokoju więc szybko ale jakże cicho wyszedł bez słowa zamykając delikatnie drzwi.
Dziewczyna delikatnie otworzyła oczy i zobaczyła tylko cień wychodzącej z jej pokoju postaci.Poznała, że to Zayn zrobiło jej się smutno.Łzy zaczęły cisnąć się do oczu szukając wyjścia aż w końcu znalazły je.
Nie zatrzymywała łez, bo wiedziała, że one dają ukojenie w bólu...
__________________________________________
Koniec na dzisiaj!Przepraszam, ze taki krótki ale nie miałam pomysłu. Hope u like it ;)
Zayn na początku nie do końca był pocieszony tym faktem, ale z każdym dniem jego złość mijała.
W końcu pewnego dnia nie wytrzymał i gdy Di spała wszedł do jej pokoju i zaczął się jej przyglądać.
*oczami Zayn'a*
Ona jest taka śliczna.Zaczynam wierzyć w to, że naprawdę nie pocałowała go specjalnie.
Nie mogę teraz płakać muszę być silny.Ale ja tak nie potrafię to zbyt boli
*normalna perspektywa*
Łzy zaczęły lecieć mu ciurkiem,nie potrafił ich powstrzymać.
Nagle zauważył, że Diana się porusza.
Nie chciał aby zauważyła, że siedzi u niej w pokoju więc szybko ale jakże cicho wyszedł bez słowa zamykając delikatnie drzwi.
Dziewczyna delikatnie otworzyła oczy i zobaczyła tylko cień wychodzącej z jej pokoju postaci.Poznała, że to Zayn zrobiło jej się smutno.Łzy zaczęły cisnąć się do oczu szukając wyjścia aż w końcu znalazły je.
Nie zatrzymywała łez, bo wiedziała, że one dają ukojenie w bólu...
__________________________________________
Koniec na dzisiaj!Przepraszam, ze taki krótki ale nie miałam pomysłu. Hope u like it ;)
niedziela, 10 marca 2013
Rozdział 6
Jechali spokojnie w stronę domu.Diana po chwili odeszła do krainy morfeusza...
Nagle poczuła mocne szarpnięcie i usłyszała krzyki Louisa:
-Niall ona zaraz wypadnie!
-To ją złap i przytrzymaj!
-Nie dosięgam!
-Louis nie możemy pozwolić żeby wypadła
-Niall...
-Co?
-Nie złapałem jej...
-Co?!? Jak to?
-Niall uważaj bo się rozbijemy!
Diany w samochodzie już nie było.Leżała na ulicy nie mając pojęcia co się stało a chłopcy starali się zatrzymać auto wprawione w mocny poślizg.
Louis przeskoczył na miejsce pasażera z przodu i próbował pomóc Niall'owi.
Szanse, że zatrzymają auto były nikłe.
W tym momencie obudziła się Diana.Nie wiedziała co się dzieje odwróciła się i zobaczyła jak samochód chłopców walczy z prawami fizyki.
Krzyczała, wołała ale było zbyt późno, żeby ktokolwiek ją usłyszał.
-Niall Diana krzyczy.Ona żyje!
-Wiem słyszę.Ale nie wiem jak długo potrwa to z nami.
-Nie wygłupiaj się zatrzymamy auto.
Di nie mogła na to patrzeć.Chciała wstać i zejść z ulicy ale gdy podniosła się od razu upadła.Kręciło jej się w głowie i było niedobrze.
Przyłożyła rękę do tyłu głowy, poczuła na niej coś mokrego.To była krew.
Powoli osunęła się na ziemię, czuła jak jej powieki robią się cieżkie.
W oddali widziała tylko jak samochód chłopców dalej wiruje na ulicy.
-Louis
-Co?
-Hamulce nie działają
-Jak to?
-Przyciskam cały czas a to nic nie daje
-Niall my zginiemy-mówił z łzami w oczach Lou
-Nie mów tak uda nam się
-Ale my zaraz wjedziemy w drzewo!
Diana zauważyła jeszcze tylko, jak auto z wielkim hukiem uderza w drzewo a po chwili wybucha.Louis i Niall nie przeżyli.
Choć już pół przytomna krzyknęła z całej siły:
-Zayn przepraszam!Kocham Cię!
Zaczęła ciężko oddychać, zrobiło jej się słabo i strasznie gorąco...
Po całym tym zdarzeniu obudziła się strasznie przestraszona w objęciach Louisa.
-Diana wszystko w porządku
-Nic się nie wydarzyło śpij sobie-dopowiedział Niall
-Wiecie co? Nie mam już ochoty na spanie...
-W sumie to dobrze bo zaraz będziemy.
-Tak się bałam.
-Wszystko dobrze jesteśmy przy Tobie
-I zawsze będziemy Cię chronić
_________________________________________
Koniec rozdziału 6 mam nadzieję, że się podoba :)
Nagle poczuła mocne szarpnięcie i usłyszała krzyki Louisa:
-Niall ona zaraz wypadnie!
-To ją złap i przytrzymaj!
-Nie dosięgam!
-Louis nie możemy pozwolić żeby wypadła
-Niall...
-Co?
-Nie złapałem jej...
-Co?!? Jak to?
-Niall uważaj bo się rozbijemy!
Diany w samochodzie już nie było.Leżała na ulicy nie mając pojęcia co się stało a chłopcy starali się zatrzymać auto wprawione w mocny poślizg.
Louis przeskoczył na miejsce pasażera z przodu i próbował pomóc Niall'owi.
Szanse, że zatrzymają auto były nikłe.
W tym momencie obudziła się Diana.Nie wiedziała co się dzieje odwróciła się i zobaczyła jak samochód chłopców walczy z prawami fizyki.
Krzyczała, wołała ale było zbyt późno, żeby ktokolwiek ją usłyszał.
-Niall Diana krzyczy.Ona żyje!
-Wiem słyszę.Ale nie wiem jak długo potrwa to z nami.
-Nie wygłupiaj się zatrzymamy auto.
Di nie mogła na to patrzeć.Chciała wstać i zejść z ulicy ale gdy podniosła się od razu upadła.Kręciło jej się w głowie i było niedobrze.
Przyłożyła rękę do tyłu głowy, poczuła na niej coś mokrego.To była krew.
Powoli osunęła się na ziemię, czuła jak jej powieki robią się cieżkie.
W oddali widziała tylko jak samochód chłopców dalej wiruje na ulicy.
-Louis
-Co?
-Hamulce nie działają
-Jak to?
-Przyciskam cały czas a to nic nie daje
-Niall my zginiemy-mówił z łzami w oczach Lou
-Nie mów tak uda nam się
-Ale my zaraz wjedziemy w drzewo!
Diana zauważyła jeszcze tylko, jak auto z wielkim hukiem uderza w drzewo a po chwili wybucha.Louis i Niall nie przeżyli.
Choć już pół przytomna krzyknęła z całej siły:
-Zayn przepraszam!Kocham Cię!
Zaczęła ciężko oddychać, zrobiło jej się słabo i strasznie gorąco...
Po całym tym zdarzeniu obudziła się strasznie przestraszona w objęciach Louisa.
-Diana wszystko w porządku
-Nic się nie wydarzyło śpij sobie-dopowiedział Niall
-Wiecie co? Nie mam już ochoty na spanie...
-W sumie to dobrze bo zaraz będziemy.
-Tak się bałam.
-Wszystko dobrze jesteśmy przy Tobie
-I zawsze będziemy Cię chronić
_________________________________________
Koniec rozdziału 6 mam nadzieję, że się podoba :)
piątek, 8 marca 2013
Rozdział 5 That's ridiculous
Myślała, że to Brian woła, więc przyspieszyła. Tamten ktoś też zaczął biec, bała się. W pewnym momencie kroki za nią ustąpiły.
Odwróciła się i zobaczyła Niall'a i Lou.
W pewnym momencie usłyszała jak coś do niej wołają ale nie mogła zrozumieć co.
Niall zaczął biec w jej stronę a Lou nie wiedział co robić bo bał się.
W końcu Diana usłyszała dziwny warkot, obróciła się i zobaczyła nadjeżdżające z dużą prędkością auto, zaczęła krzyczeć.
Samochód był już bardzo blisko ale Nialler szybko złapał ją i pociągnął do siebie a kierowca nie zważając no to co się stało pojechał dalej.
-Nic Ci nie jest?
-Nie, raczej nie-mówiła zapłakanym głosem Di
-Już spokojnie.Wszystko dobrze, jestem przy Tobie.
-Ludzie nic wam nie jest? Tak się bałem!-przybiegł Lou i zaczął ich przytulać
-Nic, wszystko w porządku ale Diana czemu szłaś sama o tej godzinie po ulicy??
-Postanowiłam się przejść
-Ale tutaj? Przecież to kawał drogi od twojego domu!-wygłaszał "kazanie" Louis
-Oj no dobrze idę tędy bo byłam na imprezie.
-Sama?
-Nie...z...Brian'em
-Co?!?-powiedzieli chórem chłopcy
-No tak...byłam z nim na imprezie
-I Cię nie odwiózł do domu?
-Nie bo on tam jeszcze jest.Pewnie się dalej obściskuje z tą lalunią.
-On tego pożałuje. WSZYSTKIEGO!-było widać, że Lou się wściekł
-Tego już za wiele najpierw przez niego ty i Zayn przestajecie się do siebie odzywać a teraz to.
-Sama to z nim załatwię.Ale co wy tu robiliście o tej porze?
-Nie domyślasz się?-zapytał Louis ironicznie
-Aaaaaaa no tak Nialler jest głodny
I wszyscy zaczęli się donośnie śmiać.
-No to może jedźmy już do domu co?
-Dobrze chodźmy.
Zebrali się i powoli ruszyli w stronę parkingu, na którym chłopcy zostawili samochód.
Gdy już dotarli na miejsce pojechali do domu.
_____________________________________
A więc to wszystko na dzisiaj jak macie jakieś pytania do bohaterów to pytajcie śmiało ^^
Odwróciła się i zobaczyła Niall'a i Lou.
W pewnym momencie usłyszała jak coś do niej wołają ale nie mogła zrozumieć co.
Niall zaczął biec w jej stronę a Lou nie wiedział co robić bo bał się.
W końcu Diana usłyszała dziwny warkot, obróciła się i zobaczyła nadjeżdżające z dużą prędkością auto, zaczęła krzyczeć.
Samochód był już bardzo blisko ale Nialler szybko złapał ją i pociągnął do siebie a kierowca nie zważając no to co się stało pojechał dalej.
-Nic Ci nie jest?
-Nie, raczej nie-mówiła zapłakanym głosem Di
-Już spokojnie.Wszystko dobrze, jestem przy Tobie.
-Ludzie nic wam nie jest? Tak się bałem!-przybiegł Lou i zaczął ich przytulać
-Nic, wszystko w porządku ale Diana czemu szłaś sama o tej godzinie po ulicy??
-Postanowiłam się przejść
-Ale tutaj? Przecież to kawał drogi od twojego domu!-wygłaszał "kazanie" Louis
-Oj no dobrze idę tędy bo byłam na imprezie.
-Sama?
-Nie...z...Brian'em
-Co?!?-powiedzieli chórem chłopcy
-No tak...byłam z nim na imprezie
-I Cię nie odwiózł do domu?
-Nie bo on tam jeszcze jest.Pewnie się dalej obściskuje z tą lalunią.
-On tego pożałuje. WSZYSTKIEGO!-było widać, że Lou się wściekł
-Tego już za wiele najpierw przez niego ty i Zayn przestajecie się do siebie odzywać a teraz to.
-Sama to z nim załatwię.Ale co wy tu robiliście o tej porze?
-Nie domyślasz się?-zapytał Louis ironicznie
-Aaaaaaa no tak Nialler jest głodny
I wszyscy zaczęli się donośnie śmiać.
-No to może jedźmy już do domu co?
-Dobrze chodźmy.
Zebrali się i powoli ruszyli w stronę parkingu, na którym chłopcy zostawili samochód.
Gdy już dotarli na miejsce pojechali do domu.
_____________________________________
A więc to wszystko na dzisiaj jak macie jakieś pytania do bohaterów to pytajcie śmiało ^^
Subskrybuj:
Posty (Atom)